Ryszard Kapuściński kiedyś napisał o podróżowaniu, że kiedyś większą przygodą była sama droga do naszego celu niż jego osiągnięcie. Długa podróż daje większą satysfakcję z dotarcia do naszego celu. Aby odpalić The Force Unleashed czekałem trzy lata od premiery, a może i dłużej. Najpierw dokładnie śledziłem zapowiedzi tytułu: oficjalna historia o sekretnym uczniu Lorda Vadera i narodzinach Rebelii w galaktycznym imperium – a nad wszystkim czuwa sam George Lucas. Czyli to miała nie być jakaś tam gierka z uniwersum Star Wars, tylko oficjalny łącznik pomiędzy częścią III a IV sagi. Następnie wielkie rozczarowanie, kiedy dowiedziałem się, że gra wyjdzie tylko na konsole. Po roku znów rozczarowanie – gra wyszła na pecety, ale była wtedy jednym z nielicznych tytułów, które wymagały dwurdzeniowego procesora ( a stary pentium nie dałby rady). Aż w końcu – po ulepszeniu komputera, znalezieniu czasu i 40 GB na dysku na dwa obrazy płyty i sama grę, kolejna z gier z uniwersum Star Wars staje przede mną. Jeszcze musiałem tylko wgrać patch 1.2, bo bez niego gra nie chciała ruszyć…

Star Wars: The Force Unleashed. Moc iskrzy się i błyska!

Starkiller, tajny uczeń Vadera jest głównym bohaterem. Podczas prologu, kiedy nowo powstałe Imperium poluje na pozostałych Jedi, Vader zostaje wysłany, aby zabić jednego z nich na planecie Wookiech – Kashyyk. Scenę śmierci ojca ogląda mały chłopiec, w którym, jak się okaże, moc jest silna. Poddany straszliwemu i długotrwałemu treningowi sithów, bliskiemu torturom, Starkiller stanie się sekretnym agentem Vadera i zostanie wysłany w poszukiwaniu pozostałych Jedi. Okazuje się, że Darth Vader chce zrealizować jeszcze jeden sekretny plan…i zdąży nas zaskoczyć. Nie raz.

Młody chłopak, chociaż oddany mistrzowi i Ciemnej Stronie Mocy, wydaje się byc nieco zagubiony w swojej lojalności do Vadera w świetle dziwnej misji na którą zostanie wysłany oraz wobec nowo poznanych sprzymierzeńców.

Gra jest portem z konsoli. Możliwe, że jest to przyczyna relatywnie wysokich wymagań sprzętowych w stosunku do oferowanej grafiki (ładnej, ale bez rewelacji – tragiczne cienie postaci, ale ładne krajobrazy, doskonała animacja, ale średniej rozdzielczości tekstury – w sumie gra wyszła w 2008 roku). Możliwe, że dwóch rdzeni wymaga zaimplementowana zaawansowana symulacja fizyki na silniku Havok – dzięki mocy możemy niszczyć, kruszyć, rzucać, rozbijać wiele rzeczy leżących wokół nas. Na moim piecyku wszystko śmigało ładnie bez przycinek – jednak nie mamy wiele mozliwości zmiany grafiki, poza rozdzielczością i włączeniem opcji high quality.

Przy konwersji tytułów na pecety z konsol pozostaje jeden zawsze i ten sam problem – sterowanie. Jak „przekombinować” sterowanie na padzie na klawiaturę i myszkę – zadanie to jest trudne, o czym świadczy ilość developerów pracujących nad grą. Lucas Arts stworzył grę od podstaw na next-genowe konsole, a inni developerzy byli odpowiedzialni za port na PSP, DS, iOS, N-Gage (co wiązało się z bolesnym okrojeniem tytułu), PS2 (okrojeniem grafiki), Wii (okrojeniem grafiki i implementacja sterowania na Wii) oraz na PC – gdzie Aspyr Media musiało zapewnić płynność i wygodne sterowanie. I przyznam, prawie im się udało. Sterowanie jest wygodne i intuicyjne, poruszamy się WSAD-em i myszką, a przyciski myszy i klawisze Q, E, R odpowiadaja za użycie mocy. Wydaje mi się nawet, że chwyt mocy jest bardziej intuicyjny na myszce niż na padzie. Pozostają dwa ale – pierwsze z nich, to programowa obsługa WYŁĄCZNIE oryginalnego pada do Xboxa360. Masz innego pada? Zapomnij o grze na nim, wewntualnie ściągnij łatkę jednego z fanów i działaj, ze pad Ci zadziała (mi nie udało się odpalić guzików LT i RT na „xboksopodobnym” padzie, przez co została mi klawiatura i myszka); drugim ale jest fakt, że w jednym momencie gry ruch prawej gałki można by zastąpić czymś innym, niż ruch myszki. Ściągnięcie gwiezdnego niszczyciela z orbity staje się przez to godzinną katorgą dla pecetowców, a posiadacze konsol rozwalą go w 5-10 minut.

Dźwięk przestrzenny w grze jest niesamowity. Mając porządny zestaw głośników i Creative Audigy 2 ZS Gold można wręcz zanurzyć się w otaczające nas środowisko. Jest to bardzo fajne, gdyż naprawdę niewiele gier wykorzystuje w pełni moc nawet zintegrowanych kart dźwiękowych. Graficznie rok 2011, dźwiękowo – 2003, ale przynajmniej LucasArts się wybija pozytywnie z tego trendu. Mówiąc o dźwięku nie można zapomnieć o muzyce  – ta idealnie wpasowuje się w klimat, utrzymana jest w stylu znanym nam z filmów.

Skoro sterujemy sithem, podstawą gry jest walka.  Tu sterowanie za pomoca klawiatury i myszki sprawdza się świetnie – jest wygodne i intuicyjne  – jak na klawiaturę i myszkę oczywiście. W grze mamy rozbudowany system combosów, które nie są trudne do opanowania, a pozwalają na efektowne wykańczanie szturmujących wrogów. Oprócz miecza świetlnego, naszą bronią jest czysta moc. Możemy łapać wrogów i ciskać nimi o ziemię, uderzać błyskawicą mocy, nękać wrogów ciężkimi elementami otoczenia, rzucać mieczem świetlnym – a wszystko to w różnych kombinacjach. Złapac wroga i unieść go w powietrze, aby go dodatkowo potraktować prądem? Czemu nie?

Wrogów mamy trzy kategorie: małych, jak na przykład imperialni szturmowcy czy droidy, dużych, jak machiny kroczące AT i Rancory oraz bossów. Wrogowie są różni – nawet śród szturmowców mamy z 10 rodzajów żołnierzy, różniących się nie tylko wyglądem, ale uzbrojeniem i sposobem walki. Walka zaś z bossami jest zawsze urozmaicona i różnorodna. Każdy pojedynek jest podzielony na kilka etapów, a na każdego z przeciwników musimy znaleźć odpowiednią taktykę. Podczas pojedynków kamera zmienia swoje ujecie, aby zapewnić jak najbardziej filmowy efekt. Ostateczne rozprawienie się z bossem lub wrogiem rozmiaru dużego to efektowne klikanie rożnych klawiszy  – czyli nic innego jak znane nam z konsol QTE – Quick Time Events. Kiedy wróg jest już u kresu sił, rozpoczyna się animacja, a my musimy np. wcisnąć w odpowiednim momencie spację, aby przejść do następnej fazy. Potem np. klawisz E, potem Q – i tak do końca, chyba, ze się pomylimy, wtedy sekwencją finishera musimy zaczynać od nowa.

Uczeń Vadera podczas przygody sporo się nauczy. Wraz z kolejnymi misjami odblokowane są kolejne Moce, które możemy poćwiczyć na sucho w pokoju treningowym albo w praktyce – na wrogach. Wraz z pokonanymi wrogami dostajemy punkty mocy, a po osiągnięciu określonego pułapu  – otrzymujemy trzy różne kule mocy, dzięki którym możemy poznać albo nowe combosy, albo ulepszyć dostępne nam moce, albo poprawić nasze statystyki. Kule mocy dostaniemy także za wykonanie ukrytych zadań lub znajdując je poukrywane na naszej drodze. Zdobędziemy też kryształy do naszego miecza świetlnego – jedne bezużyteczne, zmieniające tylko kolor, drugi dające nam konkretne bonusy podczas walki.

Pokonamy setki wrogów, ale też zwiedzimy kilka różnych miejsc. Misji jest tylko 9, więc szału tu nie będzie, za to każda z lokacji jest diametralnie inna – o 180 stopni. Zimne korytarze stacji kosmicznych, planeta złomowisko pełna wrogich konstruktów, dzika Felucia i Kashyyk – najpierw dziki, tętniący życiem, a potem zniszczony przez imperium. Naszą znajomość uniwersum dopełni baza danych, gdzie znajdziemy informacje o wrogach, planetach i pojazdach, które napotkamy po drodze.

PeCetowa wersja gry została opatrzona podtytułem Ultimate Sith Edition. Dzięki temu mamy dostęp do masy niepotrzebnych bajerów jak przebrania Obi-Wana czy Dartha Maula oraz trzy dodatków misje, dostępne niezależnie od kampanii – na planecie Hoth, Tatooine i Coruscant.

Werdykt. Grać, tym bardziej, jeśli lubisz Gwiezdne Wojny. Jest to przyjemna, niedługa gra akcji o interesującej fabule z zaskakującymi zwrotami akcji. Spodobała mi się tez postać głównego bohatera – oddanego Mrocznej Stronie, a jednak zagubionego jak małe dziecko w wirze wydarzeń.

Łącznie 5-8 godzin grania. Ostrzegam – ściąganie z orbity gwiezdnego niszczyciela na klawiaturze i myszce to męczarnia i może niejednego doprowadzić do nerwicy. Ale warto – satysfakcja gwarantowana.

Stopka.

Star Wars: The Force Unleashed. Ultimate Sith Edition.

Stworzone przez: Lucas Arts i Aspyr Media

Data premiery w Europie: 17 grudnia 2009 (moje urodziny 😀 )

Wymagania sprzętowe: * OS: Windows XP SP3, Vista SP2 or Windows 7
* CPU: Intel Core 2 Duo 2.4 GHz or AMD Athlon X2 5200+
* RAM: 2 GB
* HDD: 10 GB free disk space + 1 GB swapfile
* Graphics: 256 MB Graphics Memory with shader 3.0

Aktualna wersja: 1.2 (niezbędna do gry na PC!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *