Po wielu latach Rockstar Games postanowił odświeżyć niegdyś kultowy tytuł – Max Payne. Nieogarniającym przypominam – Max Payne to nowojorski policjant, którego przygoda rozpoczyna się od brutalnego morderstwa jego rodziny. Od tego czasu cierpi na A) problemy z lokalna mafią, której próbuje wymierzyć sprawiedliwość,   B) problemy z poczuciem winy, C) poza powyższymi dwoma wpakuje się w o wiele większe bagno. Słynie zaś ze świetnych umiejętności strzeleckich, przejawiających się w słynnym rzucaniu się zza zasłon, trzymając dwa desert eagle w dłoniach i w spowolnionym czasie posyłając wrogów w zaświaty. To Max Payne pokazał światu, czym jest bullet-time w grach komputerowych.

Pierwsza część „Maxa” została wydana w 2001, druga w 2003 roku. Po dziewięciu latach Max Payne powraca, opatrzony numerem 3. Bagaż doświadczeń odbił się wyraźnym piętnem na głównym bohaterze. Eks-gliniarz, alkoholik, spędzający czas w spelunach na Hobokenie, zapijający żal i poczucie winy whiskey liczonymi na butelki, a leczącego kaca tabletkami przeciwbólowymi łykanymi garściami.

Strzelec jest jeden, kule są dwie. Kto je dostanie?

Staczanie się na dno musi mieć swój koniec. Tuż przed tym, jak Max miał na nim osiąść i dać się przykryć metrami mułu pojawiła się pomocna dłoń. Dawny kolega z akademii policyjnej szukał współpracownika do ochrony bogatych rodzin z Ameryki Południowej. Słońce, wóda, luksusowe jachty i zaliczanie barmanek. Czemu nie?

Mimo wszystkich wymienionych plusów pracowania dla brazylijskich bogaczy robota nie jest wcale taka łatwa. Olbrzymie bogactwo protegowanych Maxa z Sao Paulo, rodziny da Silva,  wzbudza jeszcze większą nienawiść mieszkańców faveli, którzy nie mają prawie nic. Gorzej, gdy jedynym, co posiadają jest broń palna. Trudno, trzeba zakasać rękawy, odstawić szklankę z whiskey i odbezpieczyć pistolet. Max niedługo dojdzie do wniosku, że kilka miesięcy temu popełnił wielki błąd odbijając się od dna, przyjeżdżając do Brazylii i dając się w to wszystko wciągnąć. Trzeba było upaść ostatecznie i zostać na dnie.

Tak Max wita przedstawicieli Providenta.

Max Payne 3 pozostał wierny swoim poprzednikom – jest to strzelanina TPP, gdzie głównym smaczkiem jest efektowne wykorzystanie trybu bullet-time. Nic nie daje większej radości jak wyskoczenie zza słupa podpierającego strop w podziemnym parkingu i precyzyjna trepanacja czaszek brazylijskich gangsterów 9 milimetrowym nabojem. Nowym elementem jest aktywne wykorzystywanie zasłon zarówno przez nas i naszych wrogów. Bullet time + cover shooting? Wybuchowa mieszanka, która umiejętnie wykorzystana pozwoli na prowadzenie strzelanin pa poziomie hollywoodzkich hitów kinowych. Strzelaniny dodatkowo okraszone są efektywnym kill-cam’em w przypadku zabicia ostatniego z przeciwników.

Nieodzownym towarzyszem Maxa są tabletki przeciwbólowe pozwalające symbolicznie podreperować stan zdrowia. Max byłby przecież nikim, gdyby nie nosił ze sobą broni. Arsenał jest spory, ale ‘tradycyjny’. Do wyboru jest po kilka rodzajów: pistoletów – rewolwerów, półautomatów i automatycznych; strzelb (klasyczne, automatyczne i obrzyny) i karabinów (np. nieśmiertelny AK czy używany w Brazyli MD, a także karabiny wyborowe). Wisienką na torcie jest wyrzutnia granatów M32 i działo przeciwpancerne LAW. Max jest przede wszystkim człowiekiem i ma tylko dwie ręce, dlatego przy sobie może mieć maksymalnie trzy sztuki broni – dwa rozmiaru pistoletowego i jedną rozmiaru karabinowego. Przy czym jeżeli chce jak prawdziwy desperado ruszyć w bój z rewolwerem w każdej dłoni, karabin trzeba będzie grzecznie odłożyć na ziemię.

Poniedziałki są zawsze trudne.

Naprzeciw nam staną dziesiątki – setki – zresztą, kto by ich zliczył – różnych niemilców. Od gangsterów i łobuzów z faveli Sao Paulo się zacznie. Potem będą inni- gorsi – zobaczycie sami.

Niestety, co jest bolączką gier współczesnych, prowadzeni jesteśmy jak po sznurku. Jedynie w niektórych większych obszarach mamy odrobinę swobody w wyborze taktyki działania – wybór jest, ograniczony, ale zawsze odrobina swobody jest możliwość wyboru bezpośredniego szturmu, flankowania czy campowania.

Nie zawsze będziemy sami przeciw wszystkim. Kilka razy wspierać nas będzie Raul, nasz współpracownik. Mimo tego większość ciężaru walki ze światem spoczywać będzie na naszych barkach.

Dwubój nowoczesny, czyli zjazd na line i strzelanie do ruchomych celów.

Parę słów o tym, jak to od strony technicznej wygląda. Grafika, jak na flagowy produkt Rockstara, musi stać na odpowiednim poziome. Silnik Euphoria, znany m.in. z GTA IV i Star Wars: The Force Unleashed został świetnie przepisany i dobrze spisuje się do kreowania zapuszczonego, zatopionego w słońcu środowiska Sao Paulo, podobnie jak ekskluzywnych biurowców czy kilku etapów rozgrywanych jeszcze w ojczyźnie Maxa – USA. Na moim sprzęcie bez problemu ustawiłem grafikę z niemal wszystkimi opcjami na maksimum i cieszyłem się naprawdę ładną i płynna grafiką. Obniżenie jakości nie spowoduje oczopląsu – na średnim wygląda równie ładnie. Plusa przyznaję za to, że mimo wysokiej jakości oprawy audiowizualnej minimalne wymagania są jak najbardziej znośne.

Sterować można zarówno padem, jak i klasycznie – klawiaturą + myszką. Wariant klasyczny sprawdza się znakomicie, w głównej mierze dzięki rozsądnej ilości akcji dodatkowych niezbędnych do przeżycia (bullet-time, zasłona, turlanie się – polecam przypisanie części z nich do przycisków bocznych myszy ).

Pokój z widokiem na morze, mówili. All-inclusive też mnie jakoś nie przekonuje w tej ofercie – powiedział Max, dzwoniąc do mamy z Brazylii.

Na osobną uwagę zasługuje soundtrack z gry. Przygotowany przez grupę HEALTH znakomicie podbudowuje klimat gry – i scen akcji, i fabularnych przerywników. Mówiąc krótko – jest na tyle dobry, że ściągnąłem go w wersji cyfrowej i przesłuchałem więcej niż kilka razy, na równi z innymi, bardziej popularnymi zespołami, których słucham na co dzień. Sprawdźcie kawałek: HEALTH – Tears .

Najważniejszym atutem gry jest sama opowieść o Maxie. W grze widać dwa elementy – jeden, zręcznościowy, opisany powyżej, i drugi – fabularny, przedstawiony podczas świetnie wyreżyserowanych cut-scenek na silniku gry. Same scenki, przedstawione z filtrem przypominającym nieco kasety VHS przywiódł mi na myśl Kane & Lynch 2, niezbyt popularny, a dobry tytuł. Z jednej strony mamy naszego bohatera, ewidentny wrak człowieka, który stracił wszystko. Będąc a dnie, wpakował się w jeszcze większy bajzel. Ujmując to bardziej obrazowo – w gówno po pachy, a nie wziął nawet kaloszy. Co ważniejsze – Max ma tego pełną świadomość. Wraz z rozwojem fabuły nie raz usłyszymy jego komentarz, że wszystko to mógł zrobić lepiej, sprytniej, zaplanować trochę. Nie jest jednak typem takiego człowieka. Max z trzeciej części kojarzy mi się z Johnem McClane’m ze Szklanej Pułapki. Twardy, najlepszy, mimo wszystko złamany w środku przez narastające poczucie winy. Nigdy nie odpuści, jeszcze raz zaryzykuje wszystko, żeby wykonać dobrze swoja robotę i posprzątać burdel, który zrobił ktoś inny. Dobry człowiek, ale do archetypu rycerza mu naprawdę daleko. Taki chłop z krwi i kości, którego czarny humor nie opuści nawet, gdy jest pod ciężkim ostrzałem.

O! Ktoś zostawił karabin!

Bohater z jednej strony, świat dookoła z drugiej. Max przemierzy nie tylko różne zakątki Sao Paulo, wgłębiając się w coraz mroczniejsze sekrety ochranianej przez siebie rodziny Da Silva: zapuści się w głąb brazylijskiej dżungli i też spojrzy w swoja mroczną przeszłość. Część etapów rozgrywać będzie się w zaśnieżonej dzielnicy Hoboken – dowiemy się jak Max z pijaka z obskurnej speluny zamienił się w luksusowego ochroniarza bogatych ludzi spoglądających z góry na świat pełen brudu i biedy. Ten świat wkrótce zacznie pukać do nich do drzwi. Nie ma tutaj niedomówień i generalizowania, eufemizmów i metafor. Odór śmierci, plamy krwi, bezwzględność i brutalność będą towarzyszyć Maxowi od samego początku, a każda z nich będzie pokazana bardzo dobitnie.

Jest w grze kilka scen, które zapadną w pamięć. To jak Max próbował uwolnić zakładników czy jak dowiedział się, czym tak naprawdę zajmował się jego sąsiad, który umożliwił mu ucieczkę. Świat Maxa Payne’e jest prawdziwy, okrutny, brudny i pełen fatalizmu.

Ola? Bar Campinao to gdzieś tutaj?

Max Payne 3 to nie tylko wychwalany przeze mnie tryb fabularny. Gracz ma do dyspozycji tryb zręcznościowy i tryb multiplayer. W trybie zręcznościowym uprzednio ukończone poziomy możemy przejść jeszcze raz, starając się ukończyć je z jak najwyższą liczbą punktów (decyduje tutaj nasza skuteczność i efektywność) albo na czas (dodatkowe sekundy zdobywamy strzelając wrogom w głowę). O trybie multi nie piszę, bo, jak to już kiedyś ująłem, gry zespołowe i rywalizację wolę na z piłką boisku lub na macie treningowej. Od biedy siedząc ze znajomymi grając w karty lub piłke na konsoli.

Ocena:  Śmiała piateczka

Werdykt: Polecam każdemu. Max Payne 3 jest jak świetny film w kinie.

P.S. Dobrze, że zrezygnowano z dubbingu

Stopka

Max Payne 3

Stworzone przez: Rockstar Vancouver

Data premiery (PC): 1 czerwca 2012

Wymagania sprzętowe (minimalne): * OS: Windows XP lub nowszy
* CPU: dwurdzeniowy 2,4 GHz
* RAM: 2 GB
* HDD: 29GB (tak, dwadzieścia dziewięć gigabajtów)
* Graphics: 512 MB (GeForce 9600GT/Radeon 3400)

 

0 thoughts on “Max Payne 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *