Nikogo zapewne nie zdziwi, że stworzenie kolejnej części Wolfensteina Id Software powierzyło innemu studiu, oferując wykorzystanie swojego silnika Id Tech 4 (który zadebiutował w Doom 3) i ogólnie nadzorując prace prowadzone przez Raven Software.

W 2009 roku ukazuje się Wolfenstein. Po prostu Wolfenstein – który jest jednocześnie rebootem serii i kontynuacją przygód B.J. Blazkowicza.

Znowu ci Niemcy…

Na pokładzie niemieckiego statku Triptitz B.J. Blazkowicz zdobył cenny artefakt – medalion z Thule. B.J. szybko odkryje, że medalion ten potrafi uwolnić potężną energię, która w mgnieniu oka może zniszczyć dziesiątki wrogów. Artefakt ten jest czubkiem góry lodowej – naziści odkryli sposób, w jaki można przenikać do wymiaru Czarnego Słońca. Co więcej – odkryli, w jaki sposób można czerpać energię z tego wymiaru – energię Woalu – i skutecznie wykorzystywać ją w warunkach wojennych, szybko opracowując nowe rodzaje broni.

WA
Wielki, zły, brzydki, ciężko opancerzony i uzbrojony.

B.J. Blazkowicz zostanie wysłany do niemieckiego miasteczka Isenstadt. Właśnie w tym rejonie znajdują się nazistowskie ośrodki odpowiedzialne za bojowe wykorzystanie mocy wymiaru Czarnego Słońca. Jednocześnie miasteczko Isenstadt jest siedzibą niemieckiego ruchu oporu – Kręgu z Krzyżowej (faktycznie, ruch taki istniał w trakcie II wojny światowej, nie był jednak organizacją zbrojną, tak jak przedstawiono to w grze). Członkowie tej grupy trochę nam pomogą, ale bohaterowie niezależni w grze są jacyś tacy nijacy i nudni. Nie byłoby mi ich żal, gdyby przegrali wojnę.

I tak to jakoś wyszło, że razem z „dobrymi” Niemcami, będziemy strzelać do „złych” Niemców – tych zwykłych żołnierzy, i tych ulepszonych, stworzonych przez starego, dobrego znajomego – Wilhelma Strasse a.k.a. Deathshead.

WCA
Na widok broni naziści tracą głowę.

Świat oczami B.J.’a

Wolfenstein działa na silniku Id Tech 4 – pozwala on na renderowanie całkiem przyjaznych dla oka lokalizacji, dokładnie wymodelowanych i płynnie poruszających się wrogów, i dorzucić kilka efektów specjalnych: wybuchy, przejścia w inny wymiar, czy też innych efektów związanych z robieniem demolki. Wszystkie potyczki, małe i duże, każdy wybuch i trup ścielący się gęsto będzie cieszył oko. Zwłaszcza, że gra jest brutalna, a krew leje się strumieniami. I dobrze, bo na tym polega magia marki Wolfenstein – jesteśmy tym dobrym, który zabija nazistów; coś w tym jest, Bękarty Wojny nie byłyby tak znakomitym filmem, gdyby traktowały o walce z żołnierzami jakiejkolwiek innej armii niż III Rzeszy.

Nic nie da takiej frajdy jak spoglądanie przez lunetę na wroga dławiącego się własną krwią – tylko dlatego, że osunęła ci się dłoń i zamiast trafić prosto w czerep pocisk poleciał niżej, prosto w krtań.

Jest troszkę gorzej ze sprawcą tej całej hucpy i głównym bohaterem – B.J. Blazkowicz jest nijaki, ma twarz przygłupa, wieśniacką fryzurę, kurtkę amerykańskiego pilota i biega kurczowo trzymając MP40. Nie wygląda ani na żołnierza, ani na agenta, ani na bohatera. Bardziej niezbyt rozgarniętego członka gangu motocyklowego – i to bez motocykla.

WBJ
Blazkowicz w tej części gry wygląda trochę na lokalnego przygłupka spod remizy.

Isenstadt i okolice

Broń w dłoń i ruszamy strzelać do nazistów. Do walki możemy ruszać śmiało i bez obaw, bo B.J. Blazkowicz, podobnie jak wielu bohaterów współczesnych FPSów, opanował zdolność regenerowania życia. Trzy kule na klatę, chowamy się za winklem i za parę sekund możemy wracać do walki.

Nową jakością jest jednak system misji i sposób gry – Isenstadt jest centrum wszystkich wydarzeń w kampanii, i stąd wyruszymy na misje zlecone przez naszych przyjaciół z Kręgu z Krzyżowej i grupy Złotego Świtu (kolejni sojusznicy – grupa naukowców z Rosji). Początkowo swobodna eksploracja niewielkiego miasteczka w poszukiwaniu poukrywanych bonusów jest przyjemna, jednak pod koniec gry, gdy znów będziemy musieli przedrzeć się z jednego końca dzielnicy na drugie i po raz kolejny zabijać wrogów w tym samym miejscu, robi się nieco irytująco.

Nie od razu zwiedzimy całe Isenstadt – kolejne jego części zostaną odblokowane po ukończeniu głównych misji fabularnych. Tak, w grze czeka nas szereg misji „obowiązkowych” oraz kilka opcjonalnych – ich ukończenie nie jest wymagane do przejścia gry, a główną „nagrodą” będą pieniądze, które możemy przeznaczyć na zakupy na czarnym rynku.

Zwalczaj ogień ogniem

Wrogów pokonywać będziemy ich własną bronią – zacznijmy od tradycyjnego arsenału niemieckich wojsk z czasów II wojny światowej – pistoletem MP40, karabinem kar98, karabin MP43 (wczesna wersja StG 44), miotacz płomieni, granaty czy wyrzutnia rakiet. B.J. położy też łapę na nowych niemieckich wynalazkach – działem cząsteczkowym zasilanym energią Woalu, broń Tesli czy Leichenfaust 44 – potężne działo, również zasilane energią Woalu i potrafiące zdezintegrować każdego przeciwnika.

WD
Nie strzelaj! Podpisaliśmy porozumienie z NFZ!

Podstawową bronią, przez większość rozgrywki, będą ‚tradycyjne’ karabiny i pistolety maszynowe. Super-bronie, chociaż potężne, raczej będą używane tylko podczas większych i trudniejszych potyczek, ze względu na małą ilość dostępnej amunicji.

To jednak nie wszystko. B.J. wykradnie nazistom kolejny medalion z Thule, dzięki którym sam uzyska dostęp do niektórych mocy energii Woalu. B.J. przede wszystkim będzie mógł przeniknąć częściowo do innego wymiaru, dzięki czemu będzie szybciej się poruszał i mógł zbadać dotychczas niedostępne zakamarki. Poza tym, z czasem odblokuje moc spowalniania czasu, energetycznej tarczy i zwiększenia obrażeń.

Każdą z broni i mocy będziemy mogli ulepszyć na czarnym rynku – zwiększyć pojemność magazynku, zamontować bagnet, lunetę, zwiększyć obrażenia czy w inny sposób ulepszyć broń lub moce Woalu. Wszystko oczywiście za niewygórowaną opłatą. B.J. nie jest zatrudniony na etacie w żadnej z firm, więc nie może liczyć na regularny dopływ gotówki. Ze zdolnością kredytową też kiepsko, więc będzie musiał zajrzeć we wszystkie dziury w  Isenstadt i okolicach, aby znaleźć skarby nadające się do spieniężenia.

Naziści i ich potwory

Naprzeciw nam staną całe oddziały sił III Rzeszy – początkowo tylko zwykli żołnierze Wehrmachtu, potem także oddziały SS. Wkrótce trzeba się będzie zmierzyć z jednostkami wyposażonymi w najnowsze z opracowanych technologii – ciężkozbrojni żołnierze z działami cząsteczkowymi czy miotaczami ognia, żołnierze rakietowi, strażniczki SS z paranormalnymi mocami, zmodyfikowani genetycznie zabójcy, mutanty będące rezultatem okrutnych eksperymentów, skrybowie operujący mocami Woalu czy przerażający, wskrzeszeni oficerowie SS.

Zwykli żołnierze starają się współdziałać i flankować pozycje zajmowane przez B.J.’a, dlatego walka z całymi oddziałami potrafi być wyzwaniem. Cięższe jednostki, świadome swojego opancerzenia i siły ognia, nie bawią się we flankowanie czy chowanie za osłonami, jak słabsi towarzysze. O ile nie rzucimy im celnie pod nogi kilku granatów, bardzo szybko będą w stanie zrobić sieczkę z głównego bohatera.

Duża różnorodność wrogów to większa różnorodność i dynamika każdej z walk. Na każdego z nich trzeba będzie znaleźć dobry sposób – aby szybko zabić i samemu nie zostać zabitym.

WE
Latający Cyrk Wilhelma Strasse.

Kampania Wolfenstein uraczy gracza także kilkoma pojedynkami z bossami. Każdy z nich będzie duży, brzydki, przetrwa setki kul i będzie wymagał odkrycia sposobu na jego pokonanie. Niektórzy z nich są całkiem sporym wyzwaniem.

Zabawa w zabijanie

Ciężko jednoznacznie ocenić klimat i koncepcję w Wolfenstein. Zabawa z paranormalnymi siłami i energią innego wymiaru jest fajna, ale osobiście bardziej przypadają mi do gustu koncepcje opracowania i wykorzystania zaawansowanych technologii przez III Rzeszę (vide: prace nad Uber-Soldaten w Return to Castle Wolfenstein czy cała koncepcja Wolfenstein: The New Order).

Wolfenstein ma swoje dobre momenty – takie jak początek kampanii, gdy przyłączamy się do ruchu oporu, czy gdy przedzieramy się przez opanowany przez nazistów w szpital, w którym poddawano pacjentów bestialskim eksperymentom. W innych momentach, gdy zabawa z energią Woalu i wymiarem Czarnego Słońca rozkręca się do maksimum, ciężko oprzeć się wrażeniu, że Wolfenstein ma nieco bajeczkowy i luźniejszy klimat.

W tej grze są momenty łatwiejsze i trudniejsze. Są świetne i klimatyczne misje (jak wspomniany szpital), ale są tez po prostu przeciętne. Fabuła nie jest arcydziełem i nie trzyma w napięciu od początku do końca, za to jesteśmy wynagrodzeni możliwością niemal swobodnego zwiedzania Isenstadt, wykonywania misji pobocznych czy poszukiwania poukrywanych skarbów, aby móc ulepszać arsenał.

Ale w każdej z misji czysta frajda ze strzelania do nazistów jest niezmierna. Jak to bywa w Wolfensteinie.

Werdykt: Jeśli lubić strzelać do nazistów – to tak. Poza tym – dobry, ale nie wybitny FPS.

Ocena: 4-/5

Wolfenstein (2009)

stworzone przez Raven Software

data premiery PC: 18 sierpnia 2009 r.

czas ukończenia kampanii: troszkę ponad 8 godzin.

Wymagania sprzętowe (oficjalne minimalne):

System operacyjny Windows XP lub nowszy
CPU Intel Pentium  3,2 GHz lub AMD Athlon 6400+ (tak, gra działa na jednordzeniowych procesorach)
Pamięć RAM 1 GB
HDD 8 GB
GPU Nvidia GeForce 6800 XT lub Radeon X800 SE, 256 MB pamięci.

One thought on “Wolfenstein

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *