Jak nie granie, to podróże


 

Podczas ostatniego wyjazdu miałem okazję do pozastanawiania się nad różnymi sprawami. I z tego też zrodził się ten wpis.

Na co dzień pracuję w sporej firmie, biorąc pod uwagę ogólny charakter mogę się śmiało określić jako white collar slave. Praca to nie jest fun, tylko środek do samodzielnego utrzymania się. Fun to jest to wszystko inne, czym zajmujemy się po pracy.

Gry komputerowe, zwłaszcza dzisiaj, są jak nowa forma sztuki. Są też pozycje po prostu przyjemne i łatwe, ale na rynku jest naprawdę wiele gier, które dają graczom szansę przenieść się w inny, rozległy świat, delektować wspaniałą grafiką i muzyką, a co najważniejsze, stać się częścią znakomicie opowiedzianej historii. Grę można odpalić sobie każdego wieczora, najlepiej popijając ulubionym piwem.

Gdy uda się uzbierać wystarczająco oszczędności, a szefostwo przyzna urlop, nie ma nic lepszego niż ruszyć się trochę dalej w świat i zobaczyć coś więcej niż własne podwórko. Gdy byłem mały rodzice zawsze starali się mnie zabierać ze sobą na wyjazdy po Europie. Podrosłem i zacząłem jeździć sam. Nawet dalej – także poza granice Europy. Może moich wypraw nie można nazwać prawdziwym podróżowaniem, jak np. Michała Paterę, który pojechał autostopem na Kołymę i z powrotem. Mój status white collar slave ogranicza czas moich wypraw do okresu przyznanego urlopu (czyli maksymalnie dwa tygodnie). Ale nigdy nie jest to kurort w Hurghadzie. Staram się dotrzeć jeszcze dalej, odkryć trochę nieznane – na tyle, ile to możliwe i o ile koszty biletów nie będą zbyt wysokie. A jak już dotrę na miejsce to bywa różnie. Nawet zdarzało się spać w opuszczonych budynkach przy granicy z Górskim Karabachem.

Dlatego też od czasu do czasu pojawią się wpisy w tej kategorii. Na początku będzie ich więcej – przybliżę co ważniejsze wyprawy od 2010 roku, a potem, systematycznie, jak gdzieś ruszę dupę to napiszę i pochwalę się zdjęciami.

Poza tym, ostatnio skoczyłem Shadow of Mordor i teraz zbliżam się ku końcowi the Banner Saga. A zaraz nadchodzi Mortal Kombat X, potem Wiedźmin, a na koniec pewnie zajmę się za GTA V. Trzy gry a zabawy będzie na parę miesięcy. Lukę w grach zastąpimy wpisami podróżniczymi.

Toteż blog zrobi się growo – podróżniczy, co będzie dalej, zobaczymy. Wkrada się trochę tematyki lajfstajlu – miła odmiana poza nerdowskim ciągłym graniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *