Krótki poradnik o podróżowaniu do Pakistanu. Część 4 – Co i jak jeść?


Dobra, załóżmy, że udało się bezpiecznie dotrzeć do celu i wysiąść z samolotu/pociągu/samochodu w którymś z pakistańskich miast. Po długiej podróży będziesz albo cholernie zmęczony i niewyspany, albo diabelnie głodny. Ciężki głód przeszkadza w zaśnięciu, więc najpierw trzeba zapewne trzeba będzie coś przekąsić.

Przed wyjazdem generalnie olałem sprawę szczepionek. Teraz, z perspektywy czasu cieszę się, że załapałem się na szczepionki przeciwko tyfusowi i kilku innym syfom po pogryzieniu przez wiejskiego psa. Jedną z pierwszych rzeczy, które uderzają wygodnego Europejczyka po przylocie do Pakistanu, to olbrzymie gorąco, hałas, nieprzeniknione tłumy i syf – gnijące śmieci na ulicach, współpasażerowie gaszący papierosy butem w przedziale pociągu, specyficzne sklepy mięsne na świeżym powietrzu, jedzenie pakowane na wynos do foliowych jednorazówek czy jedzenie wszystkiego, nawet ryżu, rękami.

"Mięsny" w centrum Lahore
„Mięsny” w centrum Lahore

Pierwsze skojarzenie to salmonella i biegunka, a potem się przyzwyczajasz. Na początku niemal kompulsywnie myłem dłonie przy każdej nadarzającej się okazji, poprawiając potem żelem antybakteryjnym. Potem zacząłem odpuszczać, bo uznałem, że jestem niezniszczalny. Więcej szczęścia niż rozumu, jak zwykle.

Pakistańska dieta jest bardzo tłusta i ostra, a masala to podstawowa mieszanka przypraw. Ma to sens – ostre przyprawy nie tylko palą kubki smakowe, ale też wypalają i dezynfekują samo jedzenie z przeróżnych bakterii i żyjątek. Sami Pakistańczycy określają swoją kuchnię jako „hinduską z dodatkiem mięsa – ale oczywiście bez wieprzowiny”. Zaskoczyło mnie kompletnie, że oprócz sporych ilości mięsa w Pakistanie je się tony ryżu. Najpopularniejsze danie w Pakistanie, biryani, to nic innego jak pikantnie doprawiony długoziarnisty ryż z dodatkiem tego, co się nawinie – różnych warzyw, kurczaka czy wołowiny. Zaskoczyło mnie jednak to, że nie napotkałem praktycznie żadnych owoców i warzyw, które można określić jako tropikalne. Na straganach sprzedawano truskawki (akurat był sezon – przepyszne), jabłka (trochę małe i mniej smaczne od polskich), pomarańcze i małe banany. I to tyle. Dostępne jest to, co akurat wyrosło.

Bardzo dobrze jest przed wyjazdem nieco pokatować żołądek bardziej ciężkostrawnym i tłustym jedzeniem. No niestety, jeżeli twoja dieta to wyłącznie sałatki, sushi i sojowe latte, to wybacza, ale nawet popijając wszystko hektolitrami coli prędzej niż później się posrasz. A potem będzie ok. Pocieszeniem może być to, że bardzo wysokie temperatury tłumią głód. przy prawie 40 stopniach i olbrzymiej wilgotności po prostu nie chce się jeść. Po dwóch tygodniach w Pakistanie, gdzie ani razu nie chodziłem głodny i jadłem bardzo tłusto schudłem 2kg.

Wystarczy tego straszenia, bo każdy chyba zrezygnuje ze skosztowania tego, co kuchnia pakistańska ma najlepszego w swojej ofercie.

Zanim przedstawię lokalne przysmaki, trzeba zapamiętać cztery (4) podstawowe zasady:

1. Nie pijemy wody z kałuż, studni i kranu. Nieprzekonanym polecam wpisać w google hasło dur brzuszny. Z drugiej strony zęby myłem woda z kranu (ale nie piłem!), a raz do soku z trzciny cukrowej dostałem garść lodu niewiadomego pochodzenia i żyję. Trzeba zaopatrzyć się w wodę butelkową (paskudna woda stołowa, jest to odfiltrowana woda nieznanego pochodzenia, kompletnie bez smaku i nie gasi pragnienia w ogóle) lub inne napoje (coca-cola pomaga strawić co cięższe potrawy).

2. Idziemy jeść w miejsca, gdzie jest dużo ludzi. Oznacza to, że będzie co najmniej smacznie, niedrogo i w miarę czysto, nie zatrujemy się i najemy się do syta. Lokalne knajpki i budki z jedzeniem są najlepszą okazją do spróbowania lokalnych potraw. Lepiej może być tylko gdy ktoś nas zaprosi do siebie do domu i zostaniemy poczęstowani prawdziwie tradycyjnym, domowym obiadem.

3. Pytamy o cenę przed zakupem i targujemy się, jeśli to możliwe. Nie dotyczy to nielicznych supermarketów, gdzie ceny są podane przy każdym produkcie. Zanim coś kupimy pytamy się o cenę – możemy szybko przeliczyć kurs rupii pakistańskiej na dolara i dalej na złotówkę w głowie i ocenić, czy się opłaca. Nie zostaniemy w ten sposób zaskoczeni płacąc w kasie. Na straganach warto targować się o cenę. Co zaoszczędzone, to twoje.

4. W 1998 roku do Pakistanu dotarł paskudny zachodni kapitalizm w postaci McDonalda i innych sieciowych restauracji. Jeśli nie trawisz niczego poza typowym jedzeniem dostępnym w Europie, nie umrzesz z głodu. Ale i tak wiele stracisz.

A teraz lista najlepszych wspomnień kulinarnych z Pakistanu (nie wszystkim zrobiłem zdjęcia, bo byłem głodny).

5. Biryani z warzywami kupione na dworcu kolejowym w Multan

Podróż pociągiem z Islamabadu do Karachi miała trwać tylko 26 godzin. Nie ma nic pyszniejszego niż talerz ryżu z warzywami kupiony w nocy na dworcu podczas półgodzinnego postoju na stacji. Nawet widelce dali.

Tak mniej więcej wygląda biryani. Zdjęcia nie zrobiłem, bo zabrakło baterii. Moja porcja była trochę mniejsza i w plastikowym talerzyku.
Tak mniej więcej wygląda biryani. Zdjęcia nie zrobiłem, bo zabrakło baterii. Moja porcja była trochę mniejsza i w plastikowym talerzyku.

4. Domowa pakora

Pakora to warzywa w cieście smażone na głębokim tłuszczu. Raz zraziłem się do tego typu dania kupując coś podobnego w podejrzanie wyglądającej budce przy dworcu w Lahore, ale pakora w wydaniu domowym – palce lizać. Idąc na dworzec autobusowy w Rawalpindi pewien chłopak pracujący na co dzień w Dubaju zaproponował mi podwózkę na miejsce. Po drodze zaprosił do domu, gdzie jego mama przygotowała przepyszną pakorę. Chociaż podstawą sa ziemniaki i cebula w cieście, dobrze doprawione są przepyszne. A na zagryzkę spróbowałem młode marynowane mango w zalewie z chilli.WP_20150331_13_44_54_Pro

3. Pasztuńska kolacja

W Peszawarze zatrzymałem się u Quaisara, który uraczył nas pyszną kolacją w swoim domu. To nie jest jedno danie, a raczej miks różnych dań składających się na tradycyjny obiad. Ryż, pałki kurczak a w sosie, warzywa w sosie z masalą, jakieś curry i tradycyjny, smaczny płaski chleb. Wspominam do dziś, gdy zrobię się głodny.WP_20150401_20_38_55_Pro

2. Chicken-cheese roll

Taki jakby zawijas, wrap. W  środku kawałki grillowanego kurczaka i sos serowy, zawinięte w taki rodzaj placka/naleśnika usmażonego, a jak, na głębokim tłuszczu. Podawane z delikatnym sosem miętowym. Jeden roll kosztuje równowartość dolara i wystarczy na mały głód.WP_20150326_15_56_40_Pro

1. Pieczone żeberka baranie

Klękajcie narody! Cud, miód i orzeszki! Podczas ostatniego wieczoru w Karachi, przed wylotem z Pakistanu wpadliśmy z Babarem, znajomym z Couchsurfingu do jego kolegi napić się piwa (piwa z pakistańskiego browaru dostępnego w muzułmańskim kraju). Nasz gospodarz był lokalnym ombudsmanem (odpowiednik rzecznika praw obywatelskich), odwiedziliśmy go w jego drugim domu (tradycją jest osobny dom na każdą żonę). Około drugiej w nocy jego żona uraczyła nas najpyszniejszą baraniną, jaką kiedykolwiek jadłem. Żeberka były znakomicie doprawione, idealnie upieczone i polane aromatycznym sosem. Zjadłem prawie wszystko. Wspominam do dziś nawet wtedy, gdy nie jestem głodny.

Tak prezentuje się najcudowniejsze danie Pakistanu. Zdjęcia nie zrobiłem, bo za szybko zjadłem wszystko (fot. vimmyrecipes.com)

Tak prezentuje się najcudowniejsze danie Pakistanu. Zdjęcia nie zrobiłem, bo za szybko zjadłem wszystko (fot. vimmyrecipes.com)

To oczywiście nie wszystko. Są jeszcze różne odmiany mięs, kebabów, dań palau, słodkich deserów (mają przepyszne owocowe shake’i) i wiele, wiele innych. Następnym razem muszę robić więcej zdjęć przed zjedzeniem wszystkiego.

Na deser kilka słów o narodowym napoju Pakistańczyków – chai, czyli herbata, którą przyrządza się gotując w rondelku z dodatkiem kardamonu, a podaje z dodatkiem mleka i odrobiny cukru. Pychota.