Krótki przewodnik o podróżowaniu do Pakistanu – Część 7. Podróżowanie koleją


Pokonane trasy: Karachi – Faisalabad (20h), Lahore – Rawalpindi (9h, opóźnienie 4h), Rawalpindi – Karachi (28h, opóźnienie 2h)

Lubię jeździć pociągami. Jakoś zostało mi od dziecka. Podróż pociągiem nie męczy, pozwala na wspólne podróżowanie z grupą znajomych (tak skojarzyła mi się kilkunastogodzinna podróż na Mazury z grupą przyjaciół lata temu). Kolejną zaletą podróżowania koleją po Pakistanie jest przystępna cena oraz to, że dworce kolejowe zostały bardzo rozsądnie wybudowane w centrach miast.

Pakistańska kolej (Pakistan Railways) oferuje podróż zasadniczo w dwóch klasach: tańszą, czyli klasę ekonomiczną, oraz droższą, czyli klasę biznes. Cała sztuczka polega na tym, że na trasach kolei pakistańskich kursują różne pociągi o różnych standardach. Po pakistańskich torach też kursuje parę pociągów prywatnych na zlecenie kolei pakistańskich. Co pociąg, to inny standard, a w ramach podstawowych klas często dostępnych jest kilka różnych opcji podróży: 2nd Class, Economy, AC Lower, Air-Conditioned (sleeper, sitter, lower), 1st Class Sleeper i czasem Business. W ramach tych klas do wyboru jeszcze jest opcja miejsca siedzącego lub leżącego. Będąc w Polsce uważałem ‚leżanki’ za zbędny wydatek, ale po pierwszej w życiu dwudziestogodzinnej podróży doceniam ten wynalazek.

Zapomniałbym. Gdy chcesz kupić bilet na dworcu, masz do wyboru jedno z wielu okienek. Na dworcu w Lahore było ich kilkanaście. Każde miało inne przeznaczenie – niektóre do sprzedaży biletów w klasach lepszych, inne dla klas gorszych, jedne były do połączeń dalekobieżnych, inne dla biletów podmiejskich. Przeznaczenia pozostałych mogłem się tylko domyślać.

WP_20150327_15_50_34_Pro
Dzieci skaczą, mężczyźni rozmawiają, kobiety odpoczywają. Jest tłoczno, jest gwarnie, ale przede wszystkim – spokojnie i czujesz się tam bezpiecznie, jak wśród swoich.

Podróżując na dłuższych trasach, warto kupić bilet z parudniowym wyprzedzeniem. Próba kupienia pół godziny przed odjazdem jest ryzykowna, bo na trasach z Karachi do Rawalpindi (lub dalej do Peszawaru) jest duże obłożenie.

Kupując bilet dostajemy taki mały kartonik z ceną. Jest to ‚potwierdzenie prawa do wejścia na pokład do pociągu’. Za najniższą opłatą wsiadamy do pociągu i liczymy na wolne miejsce. Jeśli go nie ma, to trudno. Oby to się zdarzyło na relatywnie krótkiej, kilkugodzinnej trasie.

Możemy też spróbować zarezerwować konkretne miejsce – absolutnie koniecznie na całodziennych trasach. Kolej pakistańska oferuje miejsca siedzące (seat) lub leżące (berth). Różnica w cenie na 1.500 km trasie – 1$.

Karachi – Faisalabad

Pierwszą podróż z kolejami pakistańskimi zaliczyłem na pokładzie Pakistan Express. Miałem jechać do Rawalpindi pod Islamabadem, ale nie udało kupić się biletu bezpośredniego i czekała mnie przesiadka w Faisalabadzie. To tylko 150 km do Lahore, więc ostatecznie zmieniłem plan i dalej pojechałem zobaczyć dawną stolicę imperium Wielkich Mogołów. Z drugiej strony była to pierwsza nauczka, że planując daleką podróż w Pakistanie bilety trzeba kupować z wyprzedzeniem.

Zawiłości dworca stacji Karachi Cantonement pomógł rozwikłać pakistański znajomy. Stój tutaj i poczekaj, ja wrócę z biletem. Parę razy widziałem jak z nieco zmieszanym wzrokiem chodził od okienka do okienka, aż w końcu wrócił triumfalnie z biletem, pokazał do którego wagonu wsiąść, gdzie zostawić plecak, zamienił kilka słów z moimi współpasażerami, pożegnał się i poszedł.

Pakistan Express w całej okazałości.
Pakistan Express w całej okazałości.

Pakistański pociąg w klasie ekonomicznej porównałbym do starej, trochę zdezelowanej drugiej klasy na polskich torach, takiej która kursuje na niektórych połączeniach lokalnych lub co roku na Przystanek Woodstock. Standard nie najwyższych lotów, ale jest znośnie. Sam układ miejsc jest już dosyć ciekawy. Z jednej strony wagonu, pod każdym oknem są dwa miejsca siedzące; z drugiej coś na kształt półotwartego przedziału – dwie ławki naprzeciwko siebie, każda z czterema miejscami siedzącymi dla pasażerów. W trakcie podróży można rozłożyć duże półki i czteromiejscowa ławka zamieni się w trzy leżanki. Wszystkie miejsca są numerowane, więc nie wiem, co ma zrobić ten jeden biedny pasażer, dla którego zabraknie miejsca. Podczas podróży ludzie zamieniali się miejscami, spali na zmianę, więc nikt nie czuł się pokrzywdzony przez los.

Pozostali podróżni byli bardzo mile zaskoczeni, że pociągiem jadą jacyś westernersi. Początkowo trochę nie mogli uwierzyć i pytali się, dlaczego nie chciałem polecieć do Islamabadu samolotem (bo jest za drogi, odpowiadałem). To dlaczego jadę tym gównianym chińskim wagonem, a nie porządną pierwszą klasą (bo jest z droga, odpowiadałem).

Pociągi na tej trasie są generalnie zatłoczone, wszystkie miejsca były zajęte. Współpasażerowie prowadzą pogawędki, zbierają się w grupy, grają w karty, pokazują zdjęcia na telefonach. Zagadują – skąd jesteś, czym się zajmujesz, jak podoba Ci się Pakistan. Dobrzy ludzie, mówię. Oj, nie wszyscy, odpowiadają. Gdy już trochę oswoją się ze mną opowiadają, skąd pochodzą, czym się zajmują, jakie studia kończyli, ile mają braci i sióstr, gdzie jadą. Jeden jechał odwiedzić rodzinę w okolicach Multan. Drugi jechał do szpitala do Islamabadu odwiedzić swojego kilkumiesięcznego synka. Towarzysze podróży dzielą się tym co mają i częstują – małymi bananami, pomarańczami, papierosami, napojami lub proponują, aby dołączyć się do nich i jeść wspólnie z jednego talerza biryani.

WP_20150327_15_35_15_Pro
Pustynia w prowincji Sindh.

Po pociągu, w te i z powrotem krążą sprzedawcy wyśpiewując swoją ofertę. Zamówienia na ciepłe dania, chłodzone w lodzie napoje butelkowane, najlepsza chałwa na świecie, zabawki dla dzieci. I tak w kółko przez dwadzieścia godzin, z krótką przerwą w środku nocy.

A za całą tą przyjemność zapłaciłem równowartość ok. 11$

Lahore – Rawalpindi

Wieczorem wróciłem z ceremonii zamknięcia granicy w Wagah do centrum Lahore – kolejnym przystankiem na drodze do Islamabadu miało byc Rawalpindi. Udało się zdążyć i kupić bilet (za 3,5$) akurat na następny pociąg – słynny Khyber Mail, pociąg tak stary jak sam Pakistan (kursuje nieprzerwanie od 1947 r.). Kursuje codzienne na trasie z Karachi do Peszawaru; podróż ta planowo trwa 32h. Około trzystukilometrowy odcinek z Lahore do Rawalpindi pociąg miał pokonać w około 5h. Udało mi się wydobrzeć po zjedzeniu podejrzanie dziwnego czegoś do jedzenia, które kupiłem w budce niedaleko dworca. To coś to był jakby chleb z cebulą i ziemniakami zapieczony w głębokim tłuszczu – najprawdopodobniej odmiana pakory. Zapicie ponad litrem coli nie pomogło – przez pół godziny żołądek buntował się, ale nie mógł się zdecydować, z której strony wywalić to świństwo. Jakoś wytrzymałem i od tego momentu uważałem, że żaden pokarm w Pakistanie mnie nie zniszczy.

Odjazd o 21.00 – do pierwszej w nocy jakoś wytrzymam, wyciągam z czytnik książek z wgranymi Kronikami ptaka nakręcacza Harukiego Murakami, żeby mieć go pod ręką. Khyber Mail zajechał na stację nieco spóźniony. Pierwszą rzeczą, która zwróciła moja uwagę był czerwony wagon pocztowy – wyładowywano z niego wory z listami i wszelaką korespondencją, tak na oko z pół tony. Na dobry wieczór okazało się, że cały pociąg jest zatłoczony. O miejscach leżących mogłem zapomnieć, o miejscach siedzących też. Nie było miejsca, aby półdupkiem usiąść na skraju jakiejkolwiek kanapy. Dwóch chłopaków pokazało mi, co w takiej sytuacji trzeba zrobić – idziemy na koniec wagonu, zajmujemy przytulne miejsce obok toalet i tak ruszamy w podróż.

Na pierwszym planie sobowtór Mułły Omara, dalej nowy znajomy, a pod drzwiami zawinięty w koc Pasztun. Koleś który podpierdzielił mi paczkę czipsów i jadł tytoń schował się w toalecie.
Na pierwszym planie sobowtór Mułły Omara, dalej nowy znajomy, a pod drzwiami zawinięty w koc Pasztun. Koleś który podpierdzielił mi paczkę czipsów i jadł tytoń schował się w toalecie.

Kupili mi na pocieszenie paczkę laysów serowych, trochę pogadaliśmy, każdy opowiedział co nieco o sobie. Jak zwykle, tradycyjne pytania: what’s your name, where are you from, what are you doing in Pakistan itd. Zapytany o moje wyznanie, odpowiadam – christian. Chwila ciszy. Pokazuję gest podrzynania gardła i pytam się: christian not good in Pakistan? Wybuchają śmiechem, Don’t worry, we’re open minded.  Podróż aż do Gujrat, gdzie wysiadali, spędziliśmy na biciu rekordów grając w najnowszą część gry Asphalt na tablecie. Pobiłem ich dwa rekordy.

Potem było tylko gorzej. Po pierwszej w nocy pociąg stanął w okolicach Jhelum. Już dawno powinienem być na miejscu. Podróżowaliśmy siedząc w kuckach w sześć osób na końcu wagonu. Oprócz mnie było starsze małżeństwo, jeden młody Pakistańczyk (kolejny nowy znajomy), facet, który wyglądał ja Mułła Omar i rozmawiał przez telefon trzymając go odwrotnie, jakiś zawinięty w wielki szal Pasztun i bardzo dziwny koleś, który coś śpiewał pod nosem, zabrał mi paczkę czipsów, żebrał u ludzi o tytoń (po czym go żuł i połykał), a na resztę podróży zamknął się w śmierdzącej toalecie (jednej z dwóch). Nieustające pielgrzymki pasażerów do toalety nie pozwalały na zmrużenie oka – zwłaszcza pewien starszy brodaty mężczyzna, który w trakcie godziny po wielokroć rzygał  wniebogłosy, zapomniawszy zamknąć za sobą drzwi.

Do Rawalpindi dotarłem tuż przed 5 rano, niemal 4 godziny po czasie. Od dawna nie czułem ulgi wysiadając z pociągu.     

Na peronach i dworcach czekają ubrani na pomarańczowo boye - w zamian za rupie będą nosić twój bagaż.
Na peronach i dworcach czekają ubrani na pomarańczowo boye – w zamian za rupie będą nosić twój bagaż.

Rawalpindi – Karachi

To ostatnia podróż, najdłuższa. Nauczony doświadczeniem, miejscówki kupiłem z wyprzedzeniem (i tak na trzy dni przed były tylko gwarantowane miejsca siedzące). Wiedziałem, że czeka mnie ponad 26h w pociągu – wyjazd o 8 rano pociągiem Tezgam z Rawalpindi, przyjazd do Karachi następnego dnia o 10. Ostateczie, pociąg nie był bardzo spóźniony, tylko 2,5h. Na tak długiej trasie to nie jest nic strasznego. Bilet kosztował około 12 $.

Tym razem ludzie byli mniej otwarci i rozmowni, co nie oznacza, że nie byli zaciekawieni. Ukradkiem spoglądali i dziwili się, co robi obcy w pociągu dla tutejszych. Zerkali zza ramienia co czytam – szybko odpuszczali, gdy zobaczyli, dziwny, nieznany im język polski. Nieliczni zagadywali typową pakistańską pogawędką, jednak zasadniczo każdy spędzał czas w podróży samemu: śpiąc, czytając prasę, esemesując, gapiąc się przez okno w dal. Przyzwyczajony byłem już do typowego pakistańskiego syfu i bałaganu, nie dziwiło mnie, że ludzie wyrzucają śmieci, opakowania i wszelkie resztki po prostu za okno. Zaskoczony byłem totalnie, że byłem jedyną osobą, która korzystała z kubła w naszym quasi-przedziale. Mężczyzna siedzący naprzeciwko, który kopcił jak smok, rzucał kiepy pod nogi i dogaszał je butem. Jakby nigdy nic. Nikogo dookoła to nie dziwiło.

Zastanawiałem się, czy te wagony pierwotnie nie służyły do przewozu więźniów - jakiś cel musiał być w kratowaniu okien.
Zastanawiałem się, czy te wagony pierwotnie nie służyły do przewozu więźniów – jakiś cel musiał być w kratowaniu okien.

Chociaż kiedy próbowałem coś kupić na dworcu do picia, ten sam mężczyzna okazał się być bardzo miły i pomocny, po prostu nie mówił prawie po angielsku i ciężko było mu się skomunikować.

Dłuższe postoje na stacjach należą do jednych z uroków podróży koleją. Podczas całodobowej podróży pociąg zatrzymywał się cztery razy na dłuższych, półgodzinnych postojach. To jedyna okazja, aby przespacerować się dłużej i rozprostować nogi. A przede wszystkim – kupić coś do jedzenia i picia. Pierwsza próba w Lahore zakończyła się niepowodzeniem. Pociąg miał stać na stacji 40 minut – sprawdzałem na rozkładach, potwierdzałem z konduktorem. Gdy tylko udało mi się dojść z peronu do głównego budynku dworca i kupić butelkę czegoś do picia, pociąg ruszył. Łobuz jeden ponad 20 minut przed czasem. Próba kupienia czegoś na obiad zakończyła się fiaskiem, a pociąg, jak się okazało, ruszył się tylko trochę – na tyle, aby można było doczepić dodatkowe wagony. Jakieś kilkaset metrów. Na stacji w Lahore nie ryzykowałem kolejnej próby opuszczenia pociągu na stacji.

Zachód słońca nad Pendżabem. Jak romantycznie.
Zachód słońca nad Pendżabem. Jak romantycznie.

Udało się za to w Multan i Sukkur. Na peronach, pomiędzy torami stoją stragany, do których pędzą podróżni w trakcie postoju. Są budki z owocami, są budki z napojami, są budki ze słodyczami, są budki z zabawkami dla dzieci. Kompletnie oblężone były budki, w których właśnie przyrządzano jedzenie dla podróżnych – głównie ryż z jakimiś sosami i warzywami. Pierwszy ciepły posiłek zjedzony wieczorem danego dnia zawsze smakuje najlepiej.

W trakcie podróży zamienialiśmy się miejscami – tak, aby przez noc każdy miał szansę położyć się i zdrzemnąć parę godzin. Wbrew pozorom, mając zapewnione miejsce do leżenia, coś do czytania i prowiant, podróż pociągiem nie męczy. Dojeżdżając koło południa do Karachi czułem się wypoczęty i wyspany, gotowy na wyzwania następnego dnia.

W pakistańskich pociągach spędziłem łącznie 55 godzin, przejechałem około 3.000 km, a na bilety wydałem łącznie ok. 26$ (ok. 2.650 Rs).

Rozkłady pociągów i ceny biletów są dostępne w internecie i na oficjalnej stronie Pakistan Railways (chociaż ta czasem nie działa – w miarę kopletne informacje ma też ta strona).

One thought on “Krótki przewodnik o podróżowaniu do Pakistanu – Część 7. Podróżowanie koleją

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *