Krótki przewodnik o podróżowaniu do Pakistanu – Część 8. Autokary, busy, busiki i tym podobne


Nie wszędzie dolecisz samolotem. Nie wszędzie doprowadzono tory. Co wtedy?

Trzeba będzie pojechać autobusem. Albo busikiem. A może tez ktoś zabierze Cię ze sobą – i nawet nie trzeba będzie łapać stopa. Dzisiaj o tym, jak ogarnąć komunikację autobusową w Pakistanie.

Busy, Autokary i tym podobne.

Pokonane trasy: Faisalabad – Lahore (2h), Rawalpindi – Peshawar (2,5h), Peshawar – Mardan (1h), Mardan – Takht Bhai (0,5h), Mardan – Rawalpindi (2h).

Siatka połączeń i schemat komunikacji międzymiastowej to pomieszanie z poplątaniem. Przewoźników jest bez liku – większe firmy, mniejsze firmy, prywaciarze. Uroku temu wszystkiemu dodaje fakt, że niektóre większe firmy mają własne, prywatne dworce – obok tych publicznych, ogólnodostępnych. Dodajmy do tego jeszcze to, że w miastach zazwyczaj jest więcej niż jeden dworzec autobusowy – są zazwyczaj bliżej obrzeży miast, w pobliżu wylotówek w kierunku każdego z czterech kierunków świata. W Pakistanie nie funkcjonuje coś takiego jak autobusowy dworzec centralny.

Faisalabad – Lahore

Pierwszą podróż odbyłem na trasie Faisalabad – Lahore. Pociąg na tej trasie odjeżdżał dopiero za trzy godziny. Popytałem, autobusy na tej trasie kursują co chwilę, a dworzec autobusowy znajdował się kilkaset metrów od dworca kolejowego. Ledwo odszedłem od dworca, kilku chłopaków ruszyło z pomocą – gdzie chcę się dostać? Chodź, pokarzemy ci gdzie, tu jest kasa, możesz kupić bilet, a właśnie ten autobus odjeżdża za chwilę do Lahore.

Za ok. 3,5$ załapałem się na kurs liniami Daewoo Express. Mogłem poczuć pakistański luksus na 150 kilometrowej trasie, którą pokonaliśmy w niecałe 2h. Nie bez powodu Deawoo Express uważany jest za najlepszego autokarowego przewoźnika w Pakistanie. Zostawiając plecak w luku bagażowym musiałem wylegitymować się biletem, żeby odebrać świstek bagażowy. Bez tego papierka nie było szans na odebranie z powrotem plecaka.

Autokar był klimatyzowany, w oddali leciał pakistański musical, a autokarodessa co chwilę dolewała napojów. Zostałem nawet poczęstowany wafelkiem i lays’ami o smaku tikka masala (takie ostrzejsze paprykowe). Było chłodno i wygodnie, wiec większość trasy przespałem.

Rawalipindi – Peshawar

W drodze z centrum Rawalpindi na dworzec zachodni poznałem Khayyama. Na co dzień pracuje w Dubaju, gdzie mieszka z dziećmi i żoną (będącą jednocześnie jego kuzynką, małżeństwo oczywiście zaaranżowane przez rodziców – najzabawniejsze jest to, że brat Khayyama ożenił się… z siostrą żony Khayyama – wszystko zostało w rodzinie). Khayyam czasem wraca do Pakistanu odwiedzić swoich rodziców – mama na co dzień zajmuje się domem, a ojciec jest profesorem matematyki na uniwersytecie w Islamabadzie. Khayyam podrzucił mnie na dworzec, po drodze zapraszając do siebie do domu na herbatę i obiad. Tak jak obiecał, pomógł znaleźć najszybszego i najtańszego busa do Peszawaru.

Cały system funkcjonowania komunikacji autobusowej jest niezmiernie ciekawy. Na dworcu, który jest tak naprawdę klepiskiem z dziesiątkami busów, trzeba podejść do właściwego pana sprzedającego bilety. Ten sprzeda bilet na wybraną trasę, bilet na bus z Rawalpindi do Peszawaru kosztował ok. 2$. Z biletem udaję się do kierowcy busa marki Toyota. Khayyam mówi: uważaj, kierowca jest Pasztunem, na Pasztunów trzeba uważać. Nie ufam temu gościowi. Widział go pierwszy raz na oczy, jak widać pośród dziesiątek ludów, plemion i narodowości w Pakistanie jest pełno uprzedzeń.

Odnalezienie się w tym gąszczu nie jest rzeczą niemożliwą. Trzeba tylko wiedzieć, na który dworzec autobusowy w danym mieście się wybrać i znaleźć busa, którego kierowca wykrzykuje nazwę naszego celu. Bułka z masłem.

Bus do Peszawaru był prawie pusty, mogłem wybrać dowolne miejsce. Schowałem plecak, usiadłem i czekałem. Kierowca stał przed busem i co chwilę wołał: Pashu-wara, Pashu-wara. Bus nie odjedzie, dopóki się nie zapełni. Po ponad godzinie kierowca był już wyraźnie zniechęcony: w międzyczasie dwa inne busy do Peszawaru zdążyły się zapełnić i odjechać. Może były to pojazdy lepszej marki, a może innym kierowcom milej z oczu patrzyło. Skompletowanie pasażerów zajęło niemal dwie godziny. Zadowolony kierowca odebrał od kasjera plik banknotów – sporą część z pieniędzy, które uzbierały się z zakupionych biletów na ten właśnie bus.

Do Peszawaru prowadzi nowa i szeroka autostrada, dlatego droga minęła szybko, nawet wliczając w to liczne, ale krótki postoje – czasem ktoś się dosiadał, czasem ktoś wysiadał. Po przejechaniu mostu na Indusie czuć już czuć, że zbliżamy się do pasztuńskiej stolicy. Zmienia się krajobraz, na horyzoncie pojawiają się fortyfikacje, a wojskowe patrole kilkakrotnie zatrzymywały bus i legitymowały pasażerów, czasami wypytując się niektórych dokładniej o cel i powód podróży. Oj tak, jeśli idzie o bezpieczeństwo, to Pakistańczycy, paradoksalnie, są na tym puncie przeczuleni.

Dojechaliśmy do Peszawaru wieczorem, gdy już zapadał zmrok. Pięknie, a miałem tam być popołudniu.

Peshawar – Mardan, Mardan – Takht Bhai, Mardan – Rawalpindi

Ostatnia przygoda z pakistańskimi busami. Z Peszawaru miałem się udać do buddyjskich ruin Takht-i-Bahi (położonych nieopodal miejscowości Takht Bhai). Zasadniczo, im krótsza i bardziej lokalna trasa, tym busiki są mniejsze, a siatka połączeń bardziej pogmatwana. W samym Peszawarze jest kilkanaście dworców autobusowych. Gdyby nie pomoc mojego hosta, Quaisara, nigdy bym nie ogarnął skąd i czym pojechać. Plan był dosyć prosty – złapać busa, który jechałby przez Mingorę w stronę doliny Swat i wyskoczyć akurat w Takht Bhai (byle nie przespać przejazdu przez miejscowość). W ten sposób można ominąć uciążliwą przesiadkę w Mardan. Niefortunnie się złożyło, że akurat budowano jakąś nową przeprawę przez rzekę i bus szerokim łukiem Takht Bhai.

Trzeba było wybrać się na drugi dworzec autobusowy, który znajdował się po drugiej stronie ruchliwej wylotówki z Peszawaru w stronę Rawalpindi, niecały kilometr dalej. Bajka.

Bus do Mardanu jest nieco mniejszy i zdecydowanie bardziej zatoczony. Nie ma sprzedaży biletów, podchodzisz do busa z pytaniem „Mardan?” – kierowca kiwa głową, siadasz w środku i czekasz, aż bus się zapełni. Tym razem udało się zebrać komplet pasażerów i ruszyć w drogę dosyć szybko, jeszcze trzeba było zapłacić kierowcy 100 rupii (ok. 1$)  za przejazd.

Do Mardan jest względnie blisko, szybko mogłem postawić stopę na mardańskim dworcu autobusowym – był to niewielkie zabłocone klepisko wciśnięte gdzieś pomiędzy małymi budynkami. Błoto miejscami sięgało po kostki – przez ostatnie dwa dni mocno padało w rejonie. Szybka przesiadka i po kwadransie jestem już w drodze do Takht Bhai, mając 40 rupii w kieszeni mniej. Sama podróż z Mardan do Takht Bhai zajmuje około pół godziny, wysiadłem gdzieś w środku miejscowości i czekałem na Eidula – gościa, który zaoferował swoją pomoc w oprowadzeniu po ruinach Takht-i-Bahi i pokazaniu okolicy. Pod wieczór nawet podrzucił mnie bezpośrednio na dworzec w Mardan, skąd już bez problemu złapałem busa do Rawalpindi.

Nie, oczywiście bus z Mardanu do Rawalpindi nie dojeżdżał do centrum miasta. Musiałem spróbować jakoś dostać się z obrzeży miasta do domu Khayyama, który czekał z rodziną i ciepłym obiadem.

Pakistańskimi busami pokonałem niecałe 600 kilometrów po kraju, co kosztowało ok 9$ (ok. 900 Rs).

Wynik podróżowania po Pakistanie busami już nie był taki imponujący – był to uzupełniający środek transportu obok pakistańskich kolei. Jeżdżenie lokalnymi busami jest generalnie bezpieczne i można się w ten sposób dostać w praktycznie każde miejsce w Pakistanie. Jest nieco tłoczniej i wychodzi nieco drożej niż przy podróżowaniu koleją.

Większe firmy kursujące na dłuższych trasach oferują wyższy komfort, jednak ceny są już o wiele wyższe. Podróż na trasie Islamabad – Karachi, w przypadku Daewoo Express to koszt 4,300 Rs (43$), pociąg kosztuje 1200 Rs (12$) w klasie ekonomicznej (w klasie pierwszej ok 3000 Rs).

 

Ps. Moja brutalna autocenzura słabych zdjęć zostawiła mnie bez żadnych fotografii autobusów lub związanych z podróżowaniem busami. Na zdjęciu jest przetłoczony autobus miejski. Zawsze coś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *