powyżej: pakistański tuktuk


Krótki przewodnik o podróżowaniu do Pakistanu – Część 9. Siedem porad jak ogarnąć się w wielkich miastach

W Pakistanie mieszka dużo, bardzo dużo ludzi. Około 200 milionów. Większość ludności skupiona jest w rejonach żyznej doliny Indusu. Jak rzucicie okiem na Pakistan na Google Maps, to zielony obszar żyznych ziem będących domem dla milionów Pakistańczyków to wcale nie taka wielka część całego kraju. Współczynnik urbanizacji kraju to zaledwie 36%. Mimo tego, jeśli mówimy o dużych pakistańskich miastach, to są one cholernie zaludnione.

Rzucam liczby: Karachi – 25 mln, Lahore – 12 mln, Faisalabad – 7,5 mln, Rawalpindi – 7 mln, Hyderabad – 5,5 mln, Peshawar – 3,5 mln. Jest jeszcze mnóstwo innych miast, w których żyje więcej niż milion ludzi, a zapewne nikt nawet o nich nie słyszał.

Ląduję w Karaczi, ogrom 25-o milionowej metropolii przytłacza. Jest pełno ludzi, są oni wszędzie. Jak na zatłoczonym targu, tylko że w absolutnie każdym miejscu. Miliony ludzi wyglądających na pierwszy rzut oka jak bin Laden, miliony samochodów, miliony motocykli.

 Jeśli kiedyś tam wylądujesz, nie martw się. Oto najważniejsze porady, które pozwolą Ci przeżyć w pakistańskich metropoliach. Przeczytaj uważnie, zanotuj, zapamiętaj. Jak paciorek.

Po pierwsze, nie bój się.

Przybywając do Pakistanu zobaczysz tłumy ludzi – zupełnie inaczej ubranych niż u nas w Europie, często brodatych, więc pierwsze skojarzenie może się nasunąć samo: jesteś w kraju terrorystów. To nieprawda. Zobaczysz też mnóstwo ludzi z bronią. Tak tutaj po prostu jest, że przed KFC siedzi stróż ze strzelbą, a patrole policyjne chodzą czwórkami –  każdy policjant ma kałasznikowa na plecach. Spokojnie, dopóki nie robisz głupich rzeczy, nikt do ciebie strzelać nie będzie. Więc nie bój się i zrób krok naprzód.

Po drugie, naucz się biegać na szagę przez ruchliwe ulice. Nikt od tego jeszcze nie umarł.

 Ulice w większych pakistańskich miastach są przeszerokie – nie raz mają po 4 pasy w jedną, 4 w drugą, a do tego jeszcze po bokach kontrpasy – żeby można było podjechać do sklepów i się zaparkować. Po tych czterech pasach jeżdżą ciężarówki, autobusy, minivany, samochody, riksze, taksówki, motocykle i rowerzyści. Pakistańska ulica to jeden wielki organizm, to jak układ krwionośny wielkiego miasta, gdzie czerwone krwinki zastąpiły metalowe pojazdy. Każdy kierowca trąbi po drodze cały czas – w myśl staropakistańskiej mądrości trąbię, więc jestem.

WP_20150326_16_28_16_Pro (2)
Tu jest jedna strona ulicy, a druga jest hen, tam daleko. Slalom gigant między samochodami to nic trudnego.

W Pakistanie praktycznie nie ma świateł, ale pomimo tego na wielkich skrzyżowaniach ruch przebiega płynnie. To, co na pierwszy rzut oka jest płynnym chaosem, kompletnym limbo komunikacyjnym, to tak naprawdę sprawnie działająca tkanka miejska. W mieście praktycznie nie ma wypadków – ruch jest płynny, ale niezbyt szybki. Nikt nie zapina pasów, motocykliści w mieście jeżdżą bez kasków. Bo czują się bezpiecznie.

I gdzieś w tym całym zgiełku, na krawędzi chodnika stoisz ty. Chcesz przejść na drugą stronę? Nie znajdziesz tu świateł dla pieszych. Nie znajdziesz nawet przejść dla pieszych. Zapomnij o staniu na chodniku z błagalnym wzrokiem, licząc, że ktoś Cię przepuści. Bez szans, prędzej wieczora doczekasz.

Wdech i do przodu, na szagę na drugą stronę. Samochody nie jeżdżą wcale tak szybko, spokojnie zdążysz dobiec do murka na środku drogi. Miliony Pakistańczyków robią tak codziennie, więc też dasz radę.

Po trzecie, ogarnij komunikację miejską.

Pakistańskie miasta są wielkie i nieprzychylne dłuższym pieszym wędrówkom. Odległości są olbrzymie, trzeba się liczyć z tym, że nie raz trzeba gdzieś podjechać. Poza tym, przejażdżka lokalnymi busami to fajna przygoda za niewielką cenę.

W wielomilionowych miastach nie ma metra, nie ma tramwajów, nie ma kolejek miejskich. Komunikacja miejska w Pakistanie to koszmar dla wizjonerów zrównoważonego rozwoju miast.  Jedynie Lahore wydało mi się w miarę cywilizowane – w centrum jeździły znajomo wyglądające autobusy miejskie oznaczone numerami, a do miasteczek i wiosek pod Lahore można było dojechać marszrutkami. Wszystko ponumerowane, oznaczone, nawet zrozumiałe – z Lahore bez problemu dojechałem do Wagah.

A w Karachi, Peshawarze czy Rawalpindi? Na poczatku wydaje się, że gdzieś kursują te pstrokato ozdobione autobusy i minivany. Zatrzymują się w jakichś przypadkowych miejscach, jacyś ludzie wsiadają, jacyś wysiadają. Przystanki w żaden sposób nie są oznakowane. Na początku zastanawiałem się, czy autobusy zatrzymują się tam, gdzie stoi dużo ludzi, czy dużo ludzi stoi tam, gdzie mają zatrzymywać się autobusy. Co było pierwsze, jajko czy kura?

Jeśli chcesz gdzieś dojechać, musisz dowiedzieć się dwóch rzeczy:

1) Jak nazywa się miejsce, do którego chcesz dojechać,

2) Gdzie stanąć i czekać na autobus,

WP_20150325_15_01_47_Pro
Typowy pakistański autobus miejski

Wszystko dalej pójdzie jak z płatka. W Peszawarze: słuchaj, żeby wrócić tu do domu musisz złapać busa z centrum i wysiąść przy tym dużym białym meczecie. Zapytaj się, czy autobus będzie jechał do Spin Jumat – to biały meczet w Paszto. W Rawalpindi: żeby dostać się na dworzec złap busa przy głównej wylotówce – stań tam gdzie będzie czekać dużo ludzi i pytaj o bus do Saddar, czyli do centrum.

Gdy tylko podjedzie bajkowo kolorowy autobus szybko zapytaj autobusowego konduktora, czy jedzie tam gdzie chcesz. Nie? To czekaj na następny, może to będzie ten. Tak? To szybko wsiadaj, wskakuj, bo autobus zatrzyma się dosłownie na parę sekund. Konduktor sam podejdzie i weźmie od ciebie drobne za przejazd (średnia cena za autobus to ok 0.20$). Teraz tylko pamiętaj, aby nie zająć miejsc z samego przodu: przeznaczone są tylko dla kobiet i dzieci (taki folklor). I nie zaśnij po drodze. Przed każdym przystankiem konduktor wykrzykuje nazwę stacji, rozglądaj się też, czy okolica nie wygląda już na taką, w której może być twój przystanek i zaraz pora wysiadać. A jak nie jesteś pewien, zapytaj. Każdy pomoże.

Trzeba tylko zapomnieć o tym całym poukładaniu wszystkiego i organizacji znanej z Europy. Nie ma tu rozkładów jazdy, nie ma mapek ze schematami połączeń, nie ma oznakowanych przystanków. Trzeba po prostu pytać się ludzi czym i jak dojechać.

Po czwarte, targuj się z rikszarzami i taksiarzami.

Komunikacja miejska jest zagmatwana, ale bajecznie tania. Chociaż przejazd z jednego końca miasta na drugi za kilkadziesiąt centów jest kuszącą propozycją, czasem trzeba będzie się dostać gdzieś szybko. Albo będzie środek nocy i autobusy nie będą jeździć.

Do wyboru są taksówki, motoriksze i shared rickshaws, czyli pół motocykla z podczepioną z tyłu ławką, na której siadają trzy osoby z jednej strony, trzy z drugiej i dwie na siedzeniu motocykla za plecami kierowcy. Kolejność wybrałem nieprzypadkowo – od najdroższych do najtańszych, od najwygodniejszych do najmniej wygodnych. Taksówkami też można pojechać na dużo dalsze odległości, bo każdy szanujący się rikszarz odmówi pojechania dalej niż kilka kilometrów.

WP_20150328_12_07_16_Pro
Kierowca tej rikszy był chyba jedynym Pakistańczykiem-chrześcijaninem, którego spotkałem. Niesamowicie cieszył się, że mnie spotkał. I przez całą drogę w stronę centrum Lahore opowiadał, jak każdego dnia jest bliżej Jezusa, i że szkoda, że nie będę już w Pakistanie w wielkanocną niedzielę.

Zanim zajmiesz miejsce, zapytaj się ile będzie kosztował przejazd. Nie ma tu taksometrów ani liczników, za ile się dogadacie, tyle będzie kosztował kurs. Na dobry początek zaproponuj połowę pierwotnej stawki, może się dogadacie. A jak nie, to obok pewnie będą dziesiątki innych kierowców, którzy chętnie zalicza kolejny kurs. Taksiarze są tacy jak wszędzie na świecie – czyli będą chcieli zedrzeć z Ciebie ile się da. Co wynegocjujesz, to Twoje. Rekordzista zaśpiewał sobie 2.000 Rs (20$) za przejazd przez Peshawar, gdzie bilet na bus na tak długiej trasie kosztował 0.50$. Poza tym, starsi kierowcy w Pakistanie chętniej negocjują stawki niż młodzi – siwa broda gwarancją niższej stawki za kurs.

Olbrzymim zaskoczeniem było dla mnie, że kierowcy riksz i taksówek nie znają swojego miasta. Myślałem, że to niemożliwe, ale tak, w Pakistanie nie jest niczym niezwykłym, że musisz kierowcy dokładnie wytłumaczyć gdzie ma jechać i w którą stronę skręcać, prowadzić jak za rękę. Po prostu nie znają wszystkich dzielnic ani ich położenia, a tym bardziej gdzie są konkretne ulice. Rekordzista błądził ze mną o 5 rano po Rawalpindi, i zamiast pod domem mojego hosta w Airport Housing Community wylądowaliśmy… na lotnisku. W części wojskowej lotniska, co wzbudziło niemałe zainteresowanie wojskowych na warcie. Kierowca po prostu słabo słyszał, i jeszcze słabiej znał angielski, i się nie zrozumieliśmy. I trochę nie ogarniał, bo co chwilę dzwonił do mojego hosta i pomimo tłumaczeń w języku urdu nadal miał problemy z dojechaniem do celu.

W związku z tym…

Po piąte, ogarnij rozkład miasta.

Zapamiętaj, gdzie przyjechałeś do miasta, skąd będziesz wyjeżdżać, gdzie nocujesz i w jakiej odległości to wszystko jest od centrum. A! Pakistańskie miasta mają zazwyczaj dwa centra. Jedno to jest starówka old town, czasem zwane walled city lub saddar – najstarsza część miasta, wielki bazar poprzecinany wąskimi uliczkami. Drugim centrum jest serce dzielnicy cantonment, również często zwanego saddar – czyli nowego centrum wybudowanego przez Brytyjczyków w XIX wieku, gdzie resztki kamienic w wiktoriańskim stylu stoją wzdłuż ulic idących prosto jak od linijki.

WP_20150331_12_36_39_Pro (2)
Typowa zabudowa w centrum. Tutaj: Rawalpindi.

W każdym razie, wszystko w mieście znajduje się w jakiejś odległości od centrum. Zdobądź/kup/wypożycz/wydrukuj sobie mapę, zapamiętaj zarys układu ulic i orientacyjne położenie najważniejszych miejsc. Łatwiej będzie się odnaleźć, jeśli gdzieś zabłądzisz. A przy okazji będziesz wiedzieć jak daleko jest do celu i czy rikszarz nie próbuje Cię naciągnąć podając stawkę za przejazd.

Po szóste, NIC nie załatwisz rano.

Rano Pakistan śpi, ty też to uszanuj. Jeśli chciałeś wstać rano i pozwiedzać lub pozałatwiać sprawy, korzystając z chłodniejszej pogody rano, zapomnij o tym. Lepiej nocą pójdź ze znajomymi na kolejne piwo.

Nic nie otworzy się przed 10 rano. A nawet 12, więc spokojnie pośpij dłużej.

Gorzej, jeśli musisz dostać się na lotnisko. Wylot z Karachi miałem o 10, na lotnisku miałem się zameldować o 08. Metropolia z 25 mln mieszkańców śpi rano jak zabita. O 07.30 ulice są puste – wszystkie cztery pasy w jedną i drugą stronę. Szczęściem w nieszczęsciu było to, że koleś idący rano z plecakiem przez miasto wygląda podejrzanie i szybko zainteresował się mną uzbrojony patrol policji. Gdy po serii pytań doszli do wniosku, że nie jestem szpiegiem, zaczęli kombinować, jak mi pomóc.

– Show me your passport.

– Here you go.

– Purpose of visit.

– Tourism.

– Impossible. Who sponsors your stay?

– Nobody. I bought tickets on my own. I’m just visiting Pakistan

Do you have any drugs? Or alcohol? Something to smoke?

Nope, I’m a sportsman.

– Hmm… so how do you like Pakistan?

I tak jeździłem rankiem z uzbrojonym konwojem  po Karachi w poszukiwaniu taksówki, która zabrałaby mnie na lotnisko. Taksówek nie było. W ogóle nie było samochodów. Gdy zauważyli taksówkę na parkingu podjechali i obudzili kierowcę. Chyba szybko zrezygnowali z prób przekonania go do porannego kursu – mocno chwiał się jeszcze na nogach po wczorajszej imprezie i nie był absolutnie w stanie prowadzić.

W końcu udało im się dorwać jedną ofiarę, kazali zjechać taksówce na pobocze, powiedzieli kierowcy, że ma mnie zabrać na lotnisko, spisali jego numery i pogrozili palcem, żeby nie próbował żadnych sztuczek.

Nie zdziwiło mnie zupełnie, że kierowca nie za bardzo wiedział jak dojechać na jedno jedyne lotnisko w mieście i musiał pytać się o drogę.

A na koniec, idź pewnym krokiem przed siebie. Zwłaszcza gdy wyglądasz na outsidera.

Wszystko to z prostej przyczyny – będziesz zwracać na siebie uwagę. A są tam takie miejsca, gdzie najprawdopodobniej będziesz jedynym ‚białym’ cudzoziemcem w mieście – jak Peszawarze, gdzie miałem takie nieodparte wrażenie.

WP_20150401_15_37_37_Pro
„Mniej” zatłoczona ulica. Tutaj akurat w Peszawarze.

Spokojnie, raczej nikt Cię nie porwie ani nie postrzeli śmiertelnie. Po prostu ludzie będą chcieli podejść, zagadać, zapytać się, czy coś pomóc. Zatrzymaj się tylko na chwilę i zaraz się zacznie. Jestem generalnie dobra dusza i lubię ludzi, na początku wielką radość sprawiały te krótkie pogaduszki z Pakistańczykami i opowiadanie im o Polsce. I tak ciągle w kółko, w drugim tygodniu zaczęło być to męczące. Jeśli chcesz mieć w miarę spokój i móc skupić się na własnych myślach – jak idziesz, to idź pewnie przed siebie z podniesioną głową. Nawet jeśli nie wiesz, czy w dobrym kierunku, to staraj się sprawiać takie wrażenie. Będziesz mieć chwilę spokoju.

Z drugiej strony staraj się nie zatrzymywać i patrzeć dookoła błędnym wzrokiem w pobliżu jakichś budynków rządowych, zwłaszcza jeśli w koło jest jakiś patrol. Szanse na kontrolę paszportu, dokumentów i wypytywanie co tu robisz są bardzo duże.

0 thoughts on “Krótki przewodnik o podróżowaniu do Pakistanu – Część 9. Siedem porad jak ogarnąć się w wielkich miastach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *