Pocztówka z Pakistanu 5: Granica w Wagah


W miejscowości Wagah, z jednej strony kilkanaście kilometrów na wschód od pakistańskiego Lahore i ok. 30 km na zachód od indyjskiego Amritsar, jest jedyne czynne lądowe przejście graniczne pomiędzy Indiami i Pakistanem. Każdego popołudnia, przed zachodem słońca odbywa się tutaj huczna impreza zamknięcia granicy. 365 dni w roku. Aby zrozumieć, dlaczego takie wydarzenie jest organizowane od lat trzeba wiedzieć, dlaczego

Pakistan nie lubi się z Indiami

Dawno temu były sobie Indie. Dziesiątki, jeśli nie setki ludów i plemion przez wieki przechodziły spod berła jednego władcy pod berło kolejnego. Lud subkontynentu indyjskiego znajdował się pod panowaniem hinduskich państw Marathów, Radźputów czy królestwa Widźajanagaru, pod panowaniem muzułmańskich sułtanów rządzących sułtanatem delhijskim czy sułtanatami dekańskimi, pod panowaniem Wielkich Mogołów wyznających islam, a także pod panowaniem Sikhów. A potem przyszli Brytyjczycy i na prawie wiek podporządkowali sobie wszystkie ludy, plemiona, królestwa, księstwa i państewka od Indusu po Brahmaputrę. I panował względny spokój.

W dwudziestoleciu międzywojennym aktywnie działał ruch na rzecz wyzwolenia się spod panowania brytyjskiego. Mahatma Gandhi, Jahwallah Nehru i Muhammad Ali Jinnah  działali chyba najaktywniej na rzecz niepodległości, chociaż każdy z nich miał nieco inną wizję realizacji wspólnego celu.

W 1939 roku wybucha II Wojna Światowa, do której przyłączają się Indie Brytyjskie, ku ogólnemu niezadowoleniu społeczeństwa. Nastroje niepodległościowe nasilają się.

Jinnah wykrusza się z pierwotnej trójki i przyłącza do muzułmańskiego ruchu niepodległościowego. W 1940 ogłoszona zostaje rezolucja w Lahore, w myśl której owszem, Indie Brytyjskie powinny uzyskać niepodległość, ale powinny zostać podzielone na dwa państwa: Pakistan, obejmujący tereny zamieszkałe przez dominującą większość muzułmańską (prowincje Beludżystan, Sindh, część Pendżabu, prowincje północno-zachodnie, Kaszmir i terytorium dzisiejszego Bangladeszu) oraz Indie, obejmujące całą resztę brytyjskiej kolonii.

Podłożem dla tego postulatu byłą Teoria Dwóch Narodów, zgodnie z którą czynnikiem określającym narodowość tych setek ludów, plemion i dawnych państewek jest nie wspólne pochodzenie etniczne czy język, ale religia.

Po wojnie, gdy wyniszczona Wielka Brytania nie miała pieniędzy ani sił, aby walczyć o utrzymanie zamorskich posiadłości utworzono chyba po raz pierwszy w historii dwa nowe państwa, dla których kryterium podziału była religia. W 1947 r. z Indii Brytyjskich powstaje Dominium Pakistanu i Unia Indyjska. I zaczyna się jazda.

Proces podziału Indii Brytyjskich na dwa państwa nazywany jest the Partition. Przed podziałem na terenie Indii Brytyjskich żyło ok 390 mln ludzi, ostatecznie w granicach Unii Indyjskiej zostało 330 mln, a Dominium Pakistanu 60 mln (po połowie na terytoria dzisiejszego Pakistanu i Bangladeszu). Z tej całej liczby – 390 mln ludzi – prawie 15 mln musiało spakować dobytek swojego życia i wyruszyć w drogę do swojej nowej ojczyzny, odpowiadającej ich religii. Mijający się uchodźcy muzułmańscy i hinduscy  wszczynali zamieszki, aby wzajemnie się mordować i rabować co popadnie. Szacunki liczby ofiar procesu podziału wahają się od 300 tys. do 1 miliona ofiar. Od tego czasu stosunki między sąsiadami już nigdy nie były przyjacielskie.

Jeszcze w 1947 rozpoczął się spór o Kaszmir, krainę leżącą u podnóży zachodnich Himalajów. Księstwo Kaszmiru było w większości zamieszkałe przez muzułmanów, ale władca był hindusem. Po uzyskaniu niepodległości przez obydwa państwa dotychczasowy władca kaszmiru lawirował na tyle długo pomiędzy dwoma konkurentami, że Indie i Pakistan wzięły sprawy we własne ręce i rozpoczęły otwarty zbrojny konflikt o sporną prowincję. Wojna z 1947 nie przyniosła definitywnego rozstrzygnięcia na korzyść żadnej ze stron, podobnie jak kolejne wojny o kaszmir z 1965 i 1999.

Pakistan toczył jeszcze z Indiami wojnę w 1971 o niepodległość Bangladeszu (dawnego Pakistanu Wschodniego będącego integralną częścią państwa), oraz od 1984 o lodowiec Siachen, drugi największy lodowiec górski na świecie (spośród tych położonych poza obszarami arktycznymi). Walki o pozornie nikomu niepotrzebny lodowiec toczyły się na wysokości ponad 6000 m npm., a większość ofiar konfliktu zginęła nie od kul przeciwnika, ale od ekstremalnych warunków klimatycznych. W międzyczasie do konfliktu przyłączyły się Chiny, które za zgodą Pakistanu zagarnęły dla siebie kawałek indyjskiego Kaszmiru zwanego Aksai Chin.

W międzyczasie w obydwu państwach dochodziło do licznych zamachów terrorystycznych, o co obie strony obwijają się wzajemnie. Wcielenie w życie całej Teorii Dwóch Narodów, poza ostatecznym powstaniem trzech państw (od Pakistanu odłączył się Bankgladesz) doprowadziło do 4 wojen, w których życie straciło mnóstwo ludzi. A nadal w Indiach żyje prawie tylu muzułmanów, co w samym Pakistanie.

Aha, Indie i Pakistan mają broń jądrową. Sprawną i gotową do odpalenia. Na szczęście głowice bojowe są wymierzone na Delhi i Islamabad, więc reszta świata może czuć się względnie bezpiecznie.

Granica

Myślę, że nikogo teraz nie powinno dziwić, że prawie dwutysięczna granica lądowa pomiędzy Indiami i Pakistanem jest zamknięta. Jest jedno czynne przejście kolejowe na południu i tylko jedno przejście graniczne lądowe, otwarte dla pieszych i pojazdów właśnie w okolicach Lahore. I każdego dnia kompanie reprezentacyjne Pakistanu i Indii, ku uciesze Pakistańczyków i Hindusów próbują pokazać, że są lepsze od swoich kolegów po drugiej stronie granicy.

Z samego Lahore do granicy jest łatwo się dostać, wystarczy wziąć taksówkę. Ale po co przepłacać, można pojechać busem i zapłacić kilkadziesiąt razy mniej. Abbas, którego spotkałem w parku przy muzeum w Lahore powiedział mi, że ceremonia tego dnia rozpocznie się o 1630. Musiałem tylko dostać się w okolice dworca kolejowego, a stamtąd podjechać kilkanaście kilometrów busem do Wagah. Przejażdżka busem kosztowała 40 Rs. (0,40 $). Z samego Wagah do granicy jest ok 6 km. Wziąłem shared motorickshaw razem z sześcioma innymi Pakistańczykami. Motoriksza ledwo był w stanie jechać z takim obciążeniem, ale udało się nam dojechać do celu za jedynie 20 Rs. (0,20$). Stamtąd czeka już tylko krótki spacer w stronę samej granicy. Po drodze trzeba przejść kilka punktów kontrolnych i wylegitymować się, zostawić bagaż w budce jednego ze strażników (bez żadnych opłat ani pokwitowań, ale kiedy wróciłem dostałem od strażnika plecak z powrotem, cały i nienaruszony). Po drodze mijałem kilka budynków wojskowych, na dachach których stali uzbrojeni rangersi, uważnie obserwujący nadchodzący tłum ludzi i całą okolicę.

Jeszcze tylko jeden punkt kontrolny, gdzie kupuje się bilety wstępu (20 Rs. – 0,20$), na biletach napisane jest, że cały dochód zostanie przeznaczony na budowę ośrodka sportowego). Ostatnia bramka i jestem już na miejscu, na terenie przejścia granicznego.

Ceremonia

Tuż przy samej bramie granicznej są miejsca siedzące dla VIPów i turystów oraz wielkie trybuny otwarte dla generalnej publiki. Ceremonia już się rozpoczynała i poszedłem razem z tłumem mężczyzn na prawo (kobiety szły na lewo, trybuny dla widzów są podzielone na strefę dla mężczyzn i kobiet z dziećmi). Trybuny były już wypełnione po brzegi, niektórzy wspinali się na mury konstrukcji żeby oglądać widowisko z góry, w jakiś magiczny sposób trzymając się barierek na wysokości kilku metrów jedną ręką lub oplatając je nogą.

WP_20150329_16_39_58_Pro

 

Sama ceremonia polega na uroczystym przemarszu i pokazowej musztrze reprezentacyjnych kompanii oddziałów pograniczników Pakistanu i Indii, które na myśl przywodzą mi nic innego jak skecz o ministerstwie głupich kroków Montiego Pythona. Kompanie reprezentacyjne noszą ozdobne mundury z czapkami z pióropuszami – czarne mundury kompanii pakistańskiej kojarzyły mi się z barbórkowymi strojami naszych górników. Wszystko to w akompaniamencie bębnów i nawoływaniu mistrza ceremonii, z którym cały tłum skanduje na całe gardło: Allahu Akbar! Pakistan, Pakistan! Czujrije, Czujrije, Pakistan! (i dalej coś tam coś tam, domyślam się, że krzyczą, że Indie to cieniasy i Pakistan jest lepszy). Po każdym etapie prezentacji pograniczników pakistańskich, zakończonym głośnym i długim okrzykiem dowódcy,  tłum żywo bije brawo w rytm bębnów, by za chwilę wrócić do radosnych okrzyków na cześć Allaha i swojego Państwa. Wszystko to wyglądało jak międzynarodowy konkurs, który polegał na przekrzyczeniu przeciwników po drugiej stronie granicy.

Allahu Akbar! Pakistan, Pakistan!

A w środku żywiołowo skandującego tłumu byłem ja. Chyba jedyny turysta i nie-Pakistańczyk. Na początku czułem się jak kibic, który na meczu dwóch arcy-wrogich drużyn usiadł w sektorze przeciwnej drużyny. A potem dałem się ponieść nastrojowi zbiorowej euforii towarzyszącemu uroczystemu zamknięciu bramy granicznej i opuszczeniu flag.

Wróciłem cały i zdrowy i nawet udało mi się zrobić zdjęcie z jednym z rangersów.

Następna pocztówka będzie o jeździe motocyklem.

0 thoughts on “Pocztówka z Pakistanu 5: Granica w Wagah

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *