Pocztówka z Pakistanu 9: Takht-i-Bahi


Jest parę interesujących miejsc, do których można wybrać się z Peshawaru. Na Zachodzie jest przełęcz Khyber Pass leżąca przy granicy Afganistanem. Na południu droga do Kholat wiodąca przez terytoria plemienne, a na północy malownicza dolina Swat. Wyprawa w każdym kierunku wymagała jednak w tamtym czasie rozmaitych papierów, glejtów i pozwoleń. Po przygodach w MSW w Islamabadzie szkoda było mi czasu na szlajanie się po korytarzach urzędów aby zostać odesłanym z kwitkiem.

Na północny wschód od Peshawaru znajdują się ruiny Takht-i-Bahi, buddyjskiego kompleksu monastyrów. Wzgórza,pośród których wybudowano kiedyś starożytne miasto nie są wybitnie wysokie, ale na tle ogólnie płaskiej kotliny peszawarskiej stają się bardzo wyrazistym elementem krajobrazu. Tysiące lat temu, gdzieś pośród tych wzgórz, wędrowni mnisi odkryli życiodajne źródła wody pitnej i założyli pierwszą osadę. Z czasem, gdy w ten rejon przybywało coraz więcej ludzi, powstawały kolejne świątynie, stupy i komnaty do medytacji.

Kompleks w Takht-i-Bahi tętnił życiem przez setki, jeśli nie tysiące lat, podobnie jak setki innych starożytnych miejscowości rozsianych w dolinie Indusu. Po dawnych mieszkańcach został tylko cień i pył, ale ich dawny dom przetrwał próbę czasu. Takht-i-Bahi jest historyczną i architektoniczną perełką, a położenie na stromych zboczach wzgórz sprawia wrażenie, że jest to miejsce odcięte od otaczającego je świata. Kompleks został w 1980 roku wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Na miejscu czekał na mnie Eidul: znajomy-znajomego mojego hosta w Peshawarze. Podobnie jak mój host, Eidul był Pasztunem. Kiedy gościsz u Pasztuna możesz być pewien, że  nikt i nic nie będzie ci grozić w Pakistanie.

Eidul na co dzień pracował w ministerstwie w Islamabadzie  i przyjechał do rodzinnej wioski na tygodniowy urlop(po opowiedzeniu mu swojej historii też był bardzo zdziwiony, czemu nie dostałem NOC do Kaszmiru). Mimo tego z przyjemnością został przewodnikiem po okolicy dla polskiego turysty. Do samych ruin pojechaliśmy z jego dwoma kolegami policyjnym radiowozem – ojciec jednego z nich był policjantem.

Tego dnia Takht-i-Bahi zachwyciło mnie bogactwem historii starożytnych ruin i wszechobecną, żywą zielenią. Po dłuższym okresie upałów, kilkudniowe opady obudziły na nowo żywe kolory każdej rośliny, która rosła na okolicznych wzgórzach. Po wielu dniach spędzonych w zatłoczonych miastach i pociągach była to prawdziwa oaza spokoju, idealne miejsce do medytacji aby znaleźć sens wszechświata.

W drodze powrotnej Eidul zaprosił nas jeszcze na kawę do swoich znajomych prowadzących NGO zajmujących się informowaniem na szeroką skalę o przysługujących ludziom prawach obywatelskich. Nie jest to łatwe zadanie – zwłaszcza w kraju, w którym stopień analfabetyzmu może dziś sięgać ponad 40%.

Ale jak to sami stwierdzili, although we have frequent power shortages and no running water, we live a happy and simple life. Ot, cały Pakistan!

WP_20150402_15_21_07_Pro (2)

Następna i ostatnia pocztówka znów z Karachi – tym razem ruszymy śladem ojca narodu, Muhammada Alego Jinnah.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *