WOBL


Knife’s out, time to die

Prawie rok po premierze Wolfenstein: The New Order Machinegames powraca do świata, w którym Alianci przegrywają w II Wojnie Światowej z III Rzeszą. Wolfenstein: The Old Blood jest samodzielnym dodatkiem, prequelem, w którym jeszcze raz wcielimy się w postać kultowego B.J. Blazkowicza – wrócimy jednak jeszcze raz lat ’40, kiedy nadzieja na zwycięstwo  Aliantów w wielkiej wojnie nie umarła. W Wolfenstein: The New Order wydarzenia z roku 1946 były tylko krótkim wstępem do właściwej kampanii, ale był to jeden z najlepszych fragmentów gry.

Kampania w Wolfenstein: Old Blood podzielona jest na 8 rozdziałów. Pierwszą połowę gry spędzimy w dobrze już nam znanym z poprzednich części gry zamku Wolfenstein, położonym w okolicach miejscowości Wulfsburg. Klimat jakiś taki znajomy – zimne mury niemieckiej twierdzy sprawią, że poczujemy się praktycznie jak w pierwszym rozdziale Wolfenstein: The New Order podczas wizyty w bazie generała Deathshead, a naprzeciw nam staną znani już żołnierze III Rzeszy z czasów schyłku II Wojny Światowej. Nie zabraknie także wczesnych wersje maszyn bojowych wykorzystywanych przez Deathsheada w latach 60′. B.J. wykorzysta zaś klasyczny arsenał z drugiej połowy lat ’40, który zostanie rozszerzony o karabin wyborowy, obrzyna, ręczny granatnik i metalową rurę, nadającą się jak znalazł do rozbijania nazistowskich głów, a czasem nawet do podważania jakichś drzwi i tym podobnych, zamkniętych rzeczy.

Pierwsza część kampanii bardzo mocno akcentuje element skradankowy. Możliwość skaradania się i eliminacji wrogów po cichu była jednym z mocniejszych elementów Wolfenstein: The New Order, który nadal będę chwalić za niesamowitą elastyczność rozgrywki, dzięki czemu każdy gracz może przejść grę w taki sposób, jaki mu pasuje.

WOBD

W pewien sposób, Wolfenstein: The Old Blood może być uznana wyłącznie za dodatek fabularny. Dostajemy do dyspozycji parę godzin kampanii w stylu znanym z poprzedniej części. Jeszcze więcej B.J’a z jego specyficznym poczuciem humoru, jeszcze więcej nazistów do odstrzelenia, jeszcze więcej zabawy. Z drugiej strony – nic nowego. Dostajemy kolejną dawkę sprawdzonej i  dobrze znanej, nieskrępowanej poprawnością polityczną rozrywki polegającej na, nomen omen, na zabijaniu nazistów – czyli tego, za co fani pokochali poprzednie części Wolfensteina, a też tego, dlaczego Bękarty Wojny Quentina Tarantino zdobyły taką sympatię widzów. Dodatek ten jest zdecydowanie dla fanów poprzedniej części. Dla całej rzeszy pozostałych graczy – kolejnym porżadnym shooterem w czasach II Wojny światowej.

Ale tylko w pierwszej połowie gry. Później zaczyna się jazda.

WOBB

It’s raining nazis

Jeśli ktoś kojarzy bardziej poprzednie części gry, a zwłaszcza motywy związane z poszukiwaniem pradawnych artefaktów związanych z królem Ottonem,  aby zdobyć cudowną broń dla Hitlera, z pewnością będzie zadowolony z powrotu do dawnych klimatów. Pseudonaukowe badania i wykopaliska w okolicach Wulfsburga miały na celu dostarczyć Fuhrerowi niszczycielską broń opartą na paranormalnych mocach.

Coś jednak poszło nie tak, ktoś wykopał nie to co trzeba i uwolnił piekło na ziemi. A wszyscy naziści przestali grzecznie umierać od naszych kul, tylko zaczeli zamieniać się w ogniste zombie.

WOBE

Zombie? Że jak? W Wolfensteinie?

Ano tak. Przecież w antycznym już Wolfenstein 3D były. W Return to Castle Wolfenstein też. A w Call of Duty jaki tryb gry jest najbardziej popularny? Ten z zombiakami.

Skradanie i ukrywanie się już nie pomoże, B.J. będzie musiał wystrzelać tony amunicji aby pokonać hordy nieumarłych (czasem walczących z jeszcze żyjącymi), aby odnaleźć jeden z artefaktów i uratować ludzkość od niechybnej zagłady. W drugiej części kampanii ciężar rozgrywki został przerzucony z bardziej taktycznej i prowadzonej z ukrycia walki w niczym nieskrępowaną strzelankę do niezliczonych hord wrogów i walkę o przetrwanie w obliczu prawdziwej apokalipsy.

Jest fun, jest zabawa. I to się liczy

Zaraz, ale jest coś nowego?

W zasadzie nic. jak wspominałem, parę nowych broni. Kilka nowych perków i umiejętności do zdobycia, ale są to pewne wariacje umiejętności znanych z The New Order. I nowa historia w znanym uniwersum. Nie wybitna, nie tak filmowa jak w poprzedniej części gry, ale będąca dobrym uzupełnieniem do paru godzin zabawy w zabijanie nazistów. Osobiście, do szczęścia więcej mi nic nie potrzeba.

WOBFWerdykt: Dobry samodzielny dodatek do gry. Dobry – nie wybitny jak Wolfenstein: The New Order , ale odrobinę rozrywki w starym dobrym stylu, na którą liczyłem, otrzymałem. Fajnie tez, że jest to w pełni samodzielny dodatek – rok po premierze poprzedniego Wolfensteina nie musze się martwić, że skasowałem go z dysku i znosić ponownie instalację kilkudziesięciu  GB danych, aby zainstalować dodatek.

WOBF

Ocena: 4/5

Wolfenstein: The Old Blood

stworzone przez MachineGames

data premiery PC: 04 maja 2015 r.

czas ukończenia kampanii: tak do 6 godzin

Wymagania sprzętowe (oficjalne minimalne):

System operacyjny Windows 7/8 (wersja 64 bit)
CPU Intel Core i5-2500 lub AMD FX 8320….podobno. Zadziała spokojnie na dobrych dwurdzeniowcach
Pamięć RAM 4 GB
HDD 38 GB
GPU Nvidia GeForce GT 560 lub Radeon 6870, 1024 MB pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *