Dubaj na bogato.


Nowoczesna część Dubaju jest skąpana w bogactwie, ocieka nowoczesnym luksusem. Poruszając się po nowych biznesowych dzielnicach miasta czuć, że każdy z wieżowców zbudowany jest na złotych fundamentach – a wszystko kupione za petrodolary.

Bogactwo Dubaju nie przejawia się przelewającym się rokokowym złotem. To raczej monumentalność, prestiż i elegancja miasta, które tak naprawde ma nie więcej niż 20 lat.

Podróż metrem pozwala wysunąć pewne wnioski. Postmodernistyczne hale stacji metra są charakterystycznym elementem krajobrazu miasta, a latem dodatkowo zamieniają się w klimatyzowane oazy chłodu. Windy, ruchome schody, wszelkie udogodnienia dla niepełnosprawnych są pewnym symbolem nowoczesności. W metrze i na przystankach jest wręcz sterylnie czysto, żadnego wyrzuconego papierka, żadnego niedopałka, żadnej przeżutej gumy przyklejonej pod ławeczką.

A przecież w Emiratach są przedstawiciele wszystkich możliwych krajów, które nie słyną z utrzymywania zbytniego porządku w miejscach publicznych. Chociaż, jak się zastanawiam, chyba żadnych rodowitych neapolitańczyków nie spotkałem. Zapewne 0d śmiecenia i niekulturalnego zachowywania się niepokornych skutecznie odstraszają wszechobecne informacje o zakazach i wysokich karach za ich naruszenie. Za palenie na stacji lub w pociągu- 200 AED. Za jedzenie – 100 AED. Za śmiecenie – strach pomyśleć. Chociaż może nie o kwoty chodzi, ale o skuteczne ich egzekwowanie.

Dubajskie metro to też niesamowicie przemyślana organizacja. Każda kolejka jest podzielona na strefę zwykłą, strefę wyłącznie dla kobiet z dziećmi (taki folklor w krajach muzułmańskich) oraz strefę gold – czyli biznes klasę w metrze. Wystarczy też spojrzeć, kto jeździ metrem – nieważne, czy są to (Filipińczycy, Pakistańczycy, Hindusi – wstaw dowolną nację) jadący do/z pracy, każdy z nich zabija czas bawiąc się najnowszymi smartfonami, i to  klasy premium. Po prostu ich stać. Czasem do metra zabłąkał się jakiś bladoskóry pracownik korporacji finansowej, który wracał z pracy do domu. Garnitur szyty na miarę i złoty zegarek nasuwają pytanie – czemu nie jedzie do domu taksówką? Albo własnym kabrioletem?

Dubaj to duże odległości. To nie jest miasto przyjazne dla pieszych turystów, a do swobodnego przemieszczania się pomiędzy pracą w centrum a dzielnicą apartamentowców na obrzeżach najzwyczajniej niej w świecie trzeba mieć samochód. Co ubożsi wybierają małe, ekonomiczne auta jak Abarth 500, Lotus Elise, czy jak ktoś ma naprawdę słabe zarobki – Mini Cooper S. Pozostali jeżdżą Range Roverami (z pięciolitrowym silnikiem) czy spowszedniałym Porsche Cayenne. Nieliczni miłośnicy prawdziwych sportów motorowych, jeśli nie są w stanie kupić sobie własnego zespołu z bolidem formuły 1 zadowala się Ferrari Enzo lub Lamborghini Aventadorem. Dubaj to jeden wielki salon prestiżowych marek samochodów.

Następnym razem gdy będę w Dubaju to właśnie takim samochodem będę jeździł na plażę.

Na razie luksusowe hotele i restauracje były dla mnie poza zasięgiem możliwości budżetowych. Pozostało podziwianie wszystkich monumentów z zewnątrz, poza jednym must-see – Burj Khalifa. Być w Dubaju i nie wjechać na najwyższy budynek świata? Nie godzi się! Zarezerwowałem bilet na 22:00 aby zobaczyć panoramę miasta w nocy (odrobinę taniej, 125 AED).

W międzyczasie jakoś chciałem zabić czas. Drugim symbolem bogactwa Dubaju, które można zwiedzić nie wydając zbyt dużo, są kolosalne centra handlowe. Tylko po co spędzić czas na wakacjach chodząc po centrach handlowych? Przecież są one wszędzie na świecie. Może nie w każdym mieście będzie sklep Louis Vuitton, Gucci czy firmowe salony Rolexa, ale generalnie, zakupy, niezależnie, czy to warzywniak, sklep z nartami, czy sklep z zegarkami, polega na po prostu na wydawaniu pieniędzy w zamian za pewne przedmioty. Jedni bardziej lubią klimatyczne bazary w krajach arabskich, inni – luksusowe centra handlowe. Tak czy siak, nie ważne, czy lubisz robić zakupy, czy też nie, do dubajskich centrów handlowych zajrzeć warto. Bo nigdzie indziej na świecie nie znajdziecie supermarketu, obok którego jest kilkudziesięciometrowy zamknięty stok narciarski (pamiętajmy, średnia temperatura latem to 40 st., zimą 25 st.).

2015_03_22_16_52_36_ProShot
W centrum handlowym akwarium ma wielkość niejednej polskiej Biedronki.

Kolejnym „naj” jest The Dubai Mall. Największe centrum handlowe. I nie chodzi o to, że łączna powierzchnia przekracza pół miliona metrów kwadratowych. Nie chodzi też o to, że znajdziecie tam każdy możliwy sklep. Ani o kilkunastometrowy wodospad w środku. Ani boisko do hokeja. Ani zjawiskowemu centrum rozrywki Sega.

The Dubai Mall pokochałem za to, że po przemierzeniu dziesiątek kilometrów alejek między sklepami wyszedłem na zewnątrz, usiadłem na ławeczce i podziwiałem taki widok:

WP_20150322_17_05_46_Pro (2)
Widok na nowe osiedle.

Nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Posiedziałem sobie do wieczora, przekąsiłem coś i z potwierdzeniem rezerwacji ruszyłem w stronę Burj Khalifa.

2015_03_22_17_17_56_ProShot

Trzeba postać z kwadrans w kolejce, przejść parę bramek wychwytujących materiały wybuchowe i terrorystów, przespacerować się setki metrów aby dotrzeć to TEJ windy. TEJ, która zabiera ludzi prawie pół kilometra w górę, ponad sto pięter w około minutę. Nie byłem do końca pewien tej przejażdżki. Nie zaliczyłem szkolenia z wytrzymywania dużych przeciążeń dla pilotów statków kosmicznych. Będzie ok? Zemdleję? Podzielę się ze współpasażerami moją niedawną kolacją? Zmiana ciśnienia rozsadzi mi czaszkę?

WP_20150322_21_47_55_Pro
Elevator to heaven?

Nic z tych rzeczy. Wskaźnik liczby pięter w zawrotnym tempie dobija od zera do 124 piętra, a ja nie czuję nic. Zaczynałem podejrzewać,  że to jakiś spisek, że wcale nie jadę w górę, tylko wysiądę dwa piętra niżej w jakiejś sali projekcyjnej, gdzie puszczą nagrane wcześniej panoramy Dubaju.

Ale nie. Powiew wiatru na tarasie widokowym na świeżym powietrzu rozwiał wszelkie wątpliwości. Byłem prawie na dachu świata.

WP_20150322_21_56_29_Pro

WP_20150322_22_00_30_Pro

WP_20150322_22_00_39_Pro

WP_20150322_22_01_08_Pro

W następnym wpisie – Dubaj w starym stylu

 

One thought on “Dubaj na bogato

  1. Pingback: ZEA i Oman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *