Skąd się wzięły Zjednoczone Emiraty Arabskie.


Od czego by tu zacząć? Dawno temu była sobie pustynia na Półwyspie Arabskim (i nadal jest). Nieco później dotarli tam ludzie, którym nie przeszkadzał wszechobecny piach, monotonny krajobraz złotych wydm i nieustanne gorąco. Odkryli parę oaz w rejonie dzisiejszych Emiratów i żyli długo i szczęśliwie wypasając swoje kozy i wielbłądy , umilając sobie czas cytowaniem wersetów z Koranu i przegryzając słodkie daktyle zerwane prosto z palm. Przywódcy lokalnych społeczności okrzyknęli się szejkami, a region podzielono na 7 emiratów: Dubaj, Sharjah, Abu Dhabi, Ajman, Fujarah, Umm al.-Quwain i Ras al-Khaimah.

W międzyczasie, w rejonie oddalonym o kilka tysięcy kilometrów na północny zachód szybko rozwijały się potęgi nowożytnych imperiów europejskich. Szybko zainteresowały się one południowym wybrzeżem Zatoki Perskiej. Najpierw pręzyli swoje muskuły Portugalczycy, później – Brytyjczycy. Tym ostatnim poszło zdecydowanie lepiej, i udało się na dłuższy okres podporządkować emiraty na zasadach protektoratu. Zasady były proste – Wy (szejkowie), róbcie sobie swoje, ale w zakresie polityki zagranicznej nic nie możecie zrobić bez naszej zgody, a w zamian my (Brytyjczycy) będziemy bronić waszego terytorium przy pomocy naszych wojsk.

Układ ten odpowiadał każdemu. Brytyjczycy mieli zagwarantowany spokój na drogach handlowych ze Europy do Indii przez Kanał Sueski, a szejkowie mogli spokojnie relaksować się pod palmami rosnącymi na oazach. Na początku dwudziestego wieku w emiratach rozwinął się na znaczącą skalę przemysł związany z połowem  pereł. Dotychczasowy układ nadal wszystkim odpowiadał – szejkowie wzbogacili się i nadal mogli spokojnie jeść daktyle w cieniu palm, nie obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Wojska Jego Królewskiej jak coś ich obronią. Brytyjczycy – kontrolowali szlaki do Indii.

Potem było gorzej. Przyszedł kryzys XX-lecia międzywojennego, rynek pereł się załamał, szejkowie musieli zacisnąć pasa. Potem przyszła II Wojna Światowa, która, zasadniczo, szczęśliwie ominęła ten rejon. Wielka Brytania skończyła wojnę jako jeden ze zwycięzców, ale zarazem – jako kompletny bankrut. Utrzymywanie wojsk w Emiratach i zobowiązanie do obrony ich granic stało się kosztownym problemem. Zwłaszcza po uzyskaniu niepodległości przez Indie i Pakistan – Zatoka Perska przestawała być swoistym morzem wewnętrznym Imperium Brytyjskiego.

W latach ’50 odkryto w tamtych rejonach ropę. Niewyczerpany strumień petrodolarów zamienił nomadów w bogaczy dosłownie siedzących na złocie. Szejkowie mieli jednak głowę na karku i znaczną część bogactwa przeznaczyli na rozwój infrastruktury, edukację, rozwój przemysłu petrochemicznego. Ściągnięto też zagraniczne firmy, rozwinięto turystykę i własny sektor finansowo bankowy.

Emiraty Arabskie się bogaciły, a Wielka Brytania nie miała łatwo. Po prostu – hajc się nie zgadzał. Dawne kolonie odzyskiwały niepodległość, gospodarka, która podnosiła się z powojennych zniszczeń musiała zmierzyć się z koniecznością głębokich reform. Ktoś zapewne wziął kartkę i rozpisał na niej wydatki budżetowe na najważniejsze rzeczy, na które nie może zabraknąć pieniędzy, jak utrzymanie dworu królewskiego, obrona narodowa, gospodarka, a także pozostałe wydatki, które trzeba było ciąć: program atomowy, edukacja, utrzymanie baz na Antarktyce, wsparcie USA w wojnie w Wietnamie, utrzymywanie wojsk poza terytorium wyspy Wielkiej Brytanii. I postanowiono: wychodzimy z Emiratów.

Gdzieś w połowie lat ’60 szejkowie, tak jak zwykle, zajadali się daktylami i relaksowali przy oazach. Różnica była taka, że mieszkali nie w namiotach, ale bogatych pałacach, a w wolnym czasie kalkulowali co zrobić z pieniędzmi. Może wybudować nowy uniwersytet? Albo muzeum? A może szpital? Albo przedszkole, dziesiątki przedszkoli. A może nowe lotnisko. I przyleciał przedstawiciel rządu brytyjskiego, a po wymianie wszelkich oficjalnych ukłonów i powitań powiedział: Sorry chłopaki, ale wojska Jej Królewskiej Mości nie mogą tu zostać. Wyjeżdżamy stąd definitywnie za parę lat, będziecie musieli dawać sobie radę sami. Utrzymanie wojska w tym rejonie jest dla budżetu państwa zbyt kosztowne. Na co szejkowie: spokojnie, mamy pieniądze, zapłacimy wam za obronę i ich stacjonowanie w naszym kraju. Tylko powiedzcie ile i nie zostawiajcie nas samych.

Wybaczcie, drodzy szejkowie, ale decyzja już zapadła. Wynosimy się 1 grudnia 1971 roku, powiedzieli stanowczo Brytyjczycy.

I pojawił się problem. Emiraty dotychczas funkcjonowały jako niezależne księstewka zajmujące się wyłącznie swoimi sprawami. Nagle trzeba było praktycznie od zera zbudować państwo. Trzeba chronić granice. Trzeba pilnować wód terytorialnych. Trzeba zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Szejkowie naradzali się, kłócili, uzgadniali kształt i zasady organizacji nowego państwa. Nie było łatwo – emirat Abu Dhabi był największym i najbogatszym z emiratów, dlatego naturalnie starał narzucać się wspólnie z emiratem Dubaju swoje warunki. Bahrajn i Katar, zaproszone do negocjacji, zadecydowały się pójść drogą własnej niepodległości (i, w perspektywie lat, wyszły na tym nie najgorzej). Termin 1 grudnia zbliżał się coraz bardziej, negocjacje były w rozsypce, każdy z szejków kręcił nosem i marudził.  Jedynie emirowi Abu Dhabi i Dubaju udało się w miarę dogadać i rozpocząć współpracę w ramach jednego organizmu państwowego.

I wtedy do akcji przyłączyła się Arabia Saudyjska, która zaczęła podbierać niewielkie skrawki pustynnego terenu na zachodzie, oraz Iran, który wysłał swoją flotyllę, aby zajęła wyspy Abu Musra, należące do emiratu Sharjah i wyspy Tunbs, należące do Ras al-Khaimah. Całą operację biernie obserwowali marynarze brytyjscy, którzy już pakowali manatki i zabierali się powoli do domu. Jeszcze przed 1 grudnia 1971 cztery mniejsze emiraty przyłączyły się do federacji, a rok później – ostatni, siódmy emirat.

I jakoś to wszystko w miarę spójnie działało. Na prezydenta państwa wybrano szejka Abu Dhabi. Podstawą działalności emiratów była tymczasowa konstytucja  z 2 grudnia 1971 roku, która do połowy lat ’90 ulegała licznym modyfikacjom. Co ciekawe, w trakcie uzgadniania jej finalnej wersji, określającej ostateczny kształt państwa, jakim miały być Zjednoczone Emiraty Arabskie, najwięcej kłótni i sporów było pomiędzy dwoma architektami Zjednoczonych Emiratów, czyli szejkami Abu Dhabi i Dubaju.

Pieniądze z wydobycia rop naftowej z pól w zatoce perskiej płynęły szerokim strumieniem, więc wszyscy żyli długo i szczęśliwie.  No, może poza robotami z Azji południowo-wschodniej, ciężko pracującymi przy budowie wieżowców.

A Brytyjczycy? Zapewne liczyli, że szejkowie kupią od nich kompletne wyposażenie dla swojej nowo tworzonej armii, ale chyba się przeliczyli. Żołnierze Emiratów jeżdżą francuskimi czołgami, latają amerykańskimi i francuskimi myśliwcami, strzelają z niemieckich karabinów. Na wyposażeniu jest kilka brytyjskich statków patrolowych i samolotów szkoleniowych.

I tak powstały Zjednoczone Emiraty Arabskie.

W następnym wpisie – trochę o życiu w Emiratach. Z pierwszej ręki.

Zdjęcie stąd.

One thought on “Skąd się wzięły Zjednoczone Emiraty Arabskie

  1. Pingback: ZEA i Oman

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *