Maskat.


Maskat – stolica Omanu. Fajne miasto.

Fajne miasto bo jest diametralnie różne od wielkiego, bogatego i kosmopolitycznego Dubaju. Maskat jest bardziej swojski, mniej przytłaczający swoim ogromem i bardziej…przytulny.

Z Dubaju do Maskatu jedzie się główną autostradą, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Jadąc do stolicy Omanu z Dubaju po prawej stronie miałem pustynię i góry w oddali, a po lewej – Zatokę Omańską. A i tak 3/4 podróży autobusem przespałem.

Maskat składa się z dwóch części – nowej, ciągnącej się wzdłuż głównej krajowej drogi (głównie – siedziby dużych firm, wysokie apartamentowce i dzielnice mieszkalne, nic interesującego) i starej, rozsianej pomiędzy skałami gór Al-Hajar sięgającymi wód zatoki. Trzy najważniejsze dzielnice starego Maskatu to Ruwi, Muttrah i prawdziwy stary Maskat – dzielnica władcy tego kraju.

WP_20150323_16_01_57_Panorama

Dawno temu każda z części dzisiejszego Maskatu była osobną miejscowością wciśniętą pomiędzy skaliste grzbiety Al-Hajar. Góry w Maskacie sprawiają wrażenie jakby to same ostre, skaliste czubki wyrosły z ziemi, a pomiędzy nimi wciśnięto osady ludzkie, oddzielone wąskimi drogami.

Ruwi

Ruwi niegdyś było spokojnym arabskim miasteczkiem. Postępowy władca Omanu postanowił zrównać z ziemią małe domki poprzecinane wąskimi uliczkami i utworzyć w tym miejscu biznesowe centrum kraju. Z czasem, gdy we wciśniętym pomiędzy strome zbocza gór Ruwi nie mieściły się kolejne budynki dużych firm, Maskat zaczął się rozbudowywać na płaskiej równinie na zachodzie. W przypadku Ruwi warto zapamiętać, gdzie ta część miasta się znajduje i jak się do niej dostać. To tutaj przyjeżdżają autobusy z Dubaju (i stąd odjeżdżają). Do następnej ważnej części miasta – Muttrah jest kilka kilometrów, więc decyduję się na podróż na piechotę główną ulicą biegnącą pomiędzy skalistymi zboczami.

2015_03_23_17_27_30_ProShot

Po drodze zaczepił mnie jakiś Hindus o śmiesznym akcencie, który opowiedział parę słów o sobie i o tym, jak przyjemnie pracuje mu się jako emigrantowi. Wypytywał trochę o Polskę, zwłaszcza o obowiązującą religię, o to, czy są u nas aranżowane małżeństwa i czy praca w administracji państwowej jest dobrym źródłem utrzymania dla siebie i rodziny. Gdy wspomniałem, że odwiedzę jeszcze Pakistan, stanowczo stwierdził, żeby tam nie lecieć, bo jest niebezpiecznie i jest tam dużo groźnych ludzi. Jak widać, uprzedzenia hindusko-pakistańskie są obecne nawet wśród emigrantów.

Muttrah

Idąc główną drogą z Ruwi wchodzę do dzielnicy handlowej – Muttrah. Jedna główna droga zaczyna być coraz węższa, coraz bardziej kręta i zaczyna się dzielić na dziesiątki kolejnych odnóg. Idąc, mijam meczety, sklepy, bary, sklepy, sklepiki. W Muttrah znajdziemy jeden z najstarszych suków (bazarów) w całym świecie arabskim. To trochę tak, jakby całą dzielnica miasta była jednym wielkim targowiskiem, na którym można kupić wszystko. Muttrah jest położone przy zatoce, dlatego gorące powietrze robi się coraz przyjemniejsze. Postanowiłem, że błądzenie po bazarze zostawię sobie na później i pójdę zobaczyć morze.

2015_03_23_16_16_05_ProShot

Wzdłuż zatoki ciągnie się reprezentacyjna promenada – corniche. Mimo, że termometr wskazuje około 35 stopni, to wydaje się, że pogoda jest porównywalna do typowego, niezbyt upalnego polskiego lata.

Wybrzeże Omanu i cieśnina Ormuz przez wiele lat znajdowała się w strefie wpływów portugalskich, a Maskat był dla nich szczególnie ważny ze względu na naturalne walory lokalnej zatoki. Na skalistych zboczach stoi wiele fortów, które kiedyś broniły portowego miasta. Dzisiaj – są historycznym elementem krajobrazu okolicy.

WP_20150323_16_33_10_Pro

2015_03_23_16_39_26_ProShot

O dzielnicy pałacowej, którą poszedłem zobaczyć napiszę w kolejnym wpisie o Sułtanie Omanu. Przed wylotem do Karachi wróciłem jeszcze raz na bazar w Muttrah już po zachodzie słońca.

Bazar

Dałem się porwać atmosferze miejsca, poszedłem zagłębić się w każdy zakamarek żyjącego własnym życiem arabskiego bazaru. Żeby poczuć prawdziwy klimat tego miejsca, trzeba potargować się trochę z krawcem o cenę  tradycyjnej omańskiego nakrycia głowy. Albo podziwiać srebrne wyroby lokalnego rzemieślnika. Spróbować lokalnych przysmaków z miejsc, gdzie przychodzą tylko miejscowi. Zobaczyć wspólne zebranie przy herbacie po wieczornych modłach w Meczecie.

WP_20150323_20_21_08_Pro

.

.

.

.

.

.

.

.

Jeszcze jedna rzecz podoba mi się w Omanie. Inaczej niż w Emiratach, prawdziwi Omańczycy normalnie pracują i spędzają miło wieczorem czas w centrum. Nie stanowią zamkniętej elity społeczeństwa, oddzielonej niewidzialnym murem od wszystkich expatów. Nawet zawód taksówkarza jest zarezerwowany dla omańskich obywateli.

2015_03_23_14_31_59_ProShot
Na deser – standardowe ostrzeżenie dla miłośników zwiedzania Meczetów przybywających z Europy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *