Modern Combat 4: Zero Hour|


Ostatnio niewiele było recenzji pozycji na komórkę. W sytuacji, gdy znajdziemy się na lotnisku i do następnego lotu dzielą nas długie godziny mobilne gry są idealnym i niewymagającym zabijaczem czasu (mniejsze gry to i krótsze recenzje). Pamiętajcie jednak, żeby zabezpieczyć sobie miejsce z ładowarką.

Dziś wracamy do komórkowego odpowiednika Call of Duty, czyli serii Modern Combat. Czwarta już część, jak się można spodziewać, ma zamiar zaoferować nam to samo co poprzednie strzelanki  z tej serii, tylko jeszcze więcej.

Na pierwszy rzut oka Modern Combat 4 zachwyca ładną i szczegółową grafiką. SPrawia wrażenie, jakby niewiele ustępował FPS-om wydawanym na duże ekrany przed paroma laty. Taki już urok grania na małym ekranie smartfona. Przeróżne lokacje, które odwiedzimy w trakcie gry,  efekty specjalne, modele i animacja postaci – naprawdę, nie mogę niczego zarzucić. Dopiero w po nieco dłuższym obeznaniu z grą trafimy na kilka momentów i scenek fabularnych renderowanych na silniku gry, w których wyjdzie trochę niedoskonałości, takich jak średniej jakości tekstury czy słabe modele i mimika twarzy bohaterów. W każdym razie, Modern Combat 4 pod względem graficznym nie rozczarowuje, a jednocześnie oferuje zauważalną poprawę w stosunku do poprzedniej, trzeciej części – Modern Combat 3: The Fallen Nation.

MC4B

Modern Combat 4 to komórkowy shooter, mniejsza wersja Call of Duty… czyli jak na mobilnego FPS-a przystało, bierzemy telefon w ręce, a nasze dwa kciuki operujące ekranem dotykowym staną się narzędziem ratowania świata, zabójczą dla wrogów bronią i takie tam. Nigdy nie będzie to tak wygodne jak granie za pomocą myszki i klawiatury, ale z każdym kolejnym tytułem coraz bardziej oswajam się ze sterowaniem dotykowym. Nieco fajniejsze są sekwencje QTE, które stały się fajnym urozmaiceniem licznych przerywnikó filmowych. Przed nami niezliczone hordy wrogów, kilkanaście rodzajów broni i niezliczona ilość ołowiu, która będzie latać w wirtualnym świecie gry. A gdy już pokonamy wszystkich wrogów, przetrzebimy całą armię, którą można by spokojnie zasiedlić niezbyt duże prowincjonalne miasteczko na Podlasiu, kiedy wybijemy zęby największemu niemilcowi, arcywrogowi, który rozpętał całe to zamieszanie i uratujemy świat i Amerykę będziemy mogli się poczuć jak prawdziwi bohaterowie. Do tego nawet polatamy i pojeździmy bojowym dronem!

Dwananście misji w trybie fabularnym, po ok 20 minut każda da nam co najmniej 4 godziny gry.

Modern Combat 4 należy się małą pochwała za próbę ambitniejszego podejścia do tematu kampanii i fabuły. Naszym głównym wrogiem jest Edward Page, były komandos, z którym mieliśmy już okazję spotkać się w trzeciej części serii – Fallen Nation. Chociaż trzecia część skończyła się zapobiegnięciem odpalenia głowic atomowych  w bazie rakietowej (czekajcie… czy tak nie kończyło się pierwsze Modern Warfare?) i zabiciem złego rosyjskiego generała, stojącego na czele nowej osi zła (Rosja-Pakistan-Korea Północna).

MC4C

Przeżył jednak wspomniany Edward Page, który troskliwie pielęgnował w sobie nieuzasadnioną nienawiść do Ameryki i Zachodniego Świata. Jak się okazuje, ma trochę oleju w głowie i uda mu się wcielić w życie swój misterny plan zrobienia niezłego bałaganu w Ameryce. Przy okazji – co rusz komentując jak to burzenie zachodniego systemu bezpieczeństwa, dokonywanie zamachów terrorystycznych i porwań jest słuszne, dodatkowo wyzywając wszystkich przeciwników od niekompetentnych i samolubnych świń (sic!).

Całe świeże podejście do fabuły przejawia się w tym, że będziemy na zmianę wcielać się w tych dobrych – czyli komandosów elitarnych jednostek próbujących dorwać Page’a i nie dopuścić do dalszej eskalacji konfliktu – a także tych złych, czyli samego Edwarda który z uśmiechem na ustach będzie zabijał ‚tych dobrych‚ żołnierzy (a czasem nawet swoich najemników, gdy okażą się dla niego zbędni).

Tak, jest to pewien powiew oryginalności, pewien postęp. Zauważalny, jak na niewymagający zbytniego wysilenia intelektualnego gatunek shooterów i to w jeszcze bardziej uproszczonym komórkowym wydaniu. To trochę tak, jakbyśmy chwalili karzełka bez nogi, że całkiem wysoko skacze. Jak na karzełka bez nogi. Ale od robienia wsadów do kosza jak gwiazdy NBA nadal dzielą go lata świetlne – albo przynajmniej – dwa metry wzwyż.

Tryb multiplayer …. nie, odpuściłem. Po prostu komórka nie nadaje się do sieciowych pojedynków.

 Werdykt: Do czasu premiery Modern Combat 5 na telefony z Windows Phone nie było lepszej strzelanki. Na bezrybiu i rak ryba. Jest akcja, są strzelaniny i komandosi w porządnej oprawie audiowizualnej, więc czego więcej do szczęścia potrzeba?

Ocena: 4-/5

Stopka

Modern Combat 4: Zero Hour

stworzone przez Halfbrick Studios

data premiery na WP: 10 kwietnia 2013

Czas ukończenia : 4h

Gra również dostępna na praktycznie wszystkie inne mobilne platformy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *