Powyżej: widok na oazę Mhairith.


Pocztówka z Afryki 11: 5 rzeczy, które można robić w prawdziwej oazie |

Ostatnimi czasy bardzo popularne są wszelkiej maści wyliczanki co robić w trakcie wakacji, żeby się nie nudzić i móc pochwalić znajomym. Nie będę gorszy. Dziś o tym, co można robić odwiedzając pustynną oazę.

Z czym zazwyczaj się kojarzy pustynna oaza? Przemierzamy pustynię podczas długiej długiej podróży, skończyła się woda, skończył sie prowiant, a słońce grzeje niemiłosiernie. Brakuje sił, aby iść dalej, żar lejący się z nieba niemal rozpuszcza ciało, pragnienie i suchość w ustach odbiera resztki woli aby iść dalej. Palące słońce oślepia, a piaszczyste wydmy zlewają się w jedno. Horyzont faluje, a oślepiająca biel piasku kontrastuje z niebieskim niebem.

Gdzieś w oddali majaczy coś, co wygląda na raj – palmy, jezioro, wielbłądy. Słowem – życie i nadzieja na przetrwanie. Jeśli to tylko fatamorgana, nie ma szans na przeżycie. Jeśli to prawda – jestesmy uratowani.

Prawdziwa oaza to trochę inne miejsce niż powszechne wyobrażenie zielonego ogrodu pośrodku piasków, niczym w filmie Lawrence z Arabii. Dzisiejsze oazy zachowały swój charakter – są zarówno ostojami zieleni pośrodku pustyni, źródłem wody pitnej, miejscem upraw palm daktylowych jak i  przystankiem dla podróżnych. Przede wszystkim jednak są domem dla mieszkających tam ludzi. Jedne oazy są większe, inne mniejsze. W Mhairith żyje kilka tysięcy ludzi, w innych okołu kilkuset. W maleńkich oazach, które nawet nie są opisane na mapie żyje nie więcej niż setka ludzi.

DSC02711
Droga do oazy w Terjit.

Poniżej obiecana lista 5 rzeczy, które warto zrobić odwiedzając oazę na pustyni.

1. Odpocząć.

A jak. Oazy nie znajdują się w centrach, ani na obrzeżach wielkich miast. Nie tylko trzeba wiedzieć, gdzie na pustyni porozrzucane są źródła wody i oazy, trzeba znać drogę i w końcu – przebyć całą tę trasę do wymarzonego źródła wody pośrodku pustyni – głównego celu ubiegłorocznej wyprawy do Maroka i Mauretanii. Od wylądowania w Agadirze do saharyjskiej oazy w Mauretanii musiałem przejechać ponad dwa tysiące kilometrów – autostopem, autokarem, pociągiem towarowym, na pace pickupa. Było to kilka dni non-stop w drodze.

DSC02330
Odpoczynek w domu przyjaciela naszego przewodnika po całym dniu podróży.

W oazie odpoczywa się tym lepiej, że do najbliższej cywilizacji jest kilkaset kilometrów, nie ma internetu (i bardzo prawdopodobne, że również zasięgu mauretańskich operatorów sieci komórkowej). Oaza uraczy nas przede wszystkim ciszą, spokojem, pięknymi zachodami słońca. Bardzo gościnni mieszkańcy pomogą nam poczuć się jak w domu. W oazie życie płynie spokojnie. Jedynymi zmartwieniami jest pilnowanie wypasu wielbłądów i doglądanie zbiorów z palm daktylowych. Wszystko bez pośpiechu, bez nerwów. Jeśli codzienność życia w oazie to zbyt mało dla kogoś, może się odważy i pojedzie popracować i dorobić w większym mieście. Tacy ludzie zawsze jednak wracają.

Niektóre z oaz są prawdziwym rajem schowanym pomiędzy kamienistymi wzgórzami, pomiędzy piaszczystymi wydmami. Przez wiele kilometrów nie ma nic, tylko jednolity krajobraz i czasami wałęsające się dzikie wielbłądy i osły. I nagle pojawiają się pojedyncze chatki i palmy. A dalej? Prawdziwy palmowy gaj, mały strumień i ukryte gdzieś w głębi jeziorko z czystą, ciepłą wodą. Chociaż nieduże, to zdecydowanie najlepsze kąpielisko w promieniu kilkuset kilometrów.

DSC02756
Terjit, który nazywam małym rajem. Woda ciepła, jak należy – nie za chłodna, nie za gorąca. A kwadrans wcześniej otaczał mnie tylko rozgrzany piasek.

2. Spędzić noc w namiocie

Gościnność jest elementem tradycji i kultury ludów żyjących na pustyni (a także innych, nieprzyjaznych człowiekowi rejonów świata, jak Pasztunowie w górach Hindukusz). Podróżni są witani, jeśli nie z otwartymi ramionami, to przynajmniej serdecznie. Każdy z mieszkańców oazy w głębi serca jest podróżnikiem i doskonale wie, jak groźny dla podróżujących przez Saharę może być żar, palące słońce i brak wody. Mauretańczyk mieszkający w oazie wie, że podróżnego należy przyjąć jako gościa w swoim domu. Odwiedzający może być wyczerpany, może być spragniony, może być głodny, może potrzebować pomocy. Równie dobrze może po prostu przejeżdżać i wpaść na chwilę. Gdzieś w głębi świadomości jest zakorzenione, że równie dobrze Mauretańczyk mieszkający na pustyni któregoś dnia może być zmuszony przez los opuścić swój dom skryty w cieniu palm i wyruszy w długą i niełatwą w drogę.

I być może to on będzie szukał schronienia w innej oazie.

DSC02415
Śniadanie w namiocie. Obowiązkowo szklanka słodkiej herbaty dla każdego z nas.

W każdej oazie znajduje się duży, wieloosobowy namiot, w którym można spokojnie i bezpiecznie spędzić noc. Podłoga jest wyłożona matami, aby w nocy nie ciągnęło po plecach,  a ściany i dach zrobione z grubej tkaniny chronią od chłodnych, nocnych powiewów wiatru. W grudniu trzeba mieć już trochę cieplejszy śpiwór, bo temperatura w nocy spada poniżej 10 stopni. Latem takie rzeczy są zbędne.

3. Podziwiać wschody i zachody słońca.

Tak po prostu. Zachód słońca oglądany na pustyni jest po wielokroć lepszy od tego, który możemy zobaczyć w górach czy nad brzegiem oceanu. Oczywiście, można się nie zgodzić. Polecam spróbować i przekonać się na własną rękę.

DSC02291
Zachód słońca nad Saharą. Ładniejszych na tym świecie nie znajdziecie.

4. Zjeść wielbłąda.

Nie całego, ale tylko fragment. Miałem okazję załapać się na tradycyjną pustynną kolację. Gospodarz, który przyjął nas do siebie do domu poczęstował na początku tradycyjną herbatą, a następnie przy świetle latarki przygotował nam makaron z mięsem z wielbłąda. Zebraliśmy się w kilka osób wokół jednej, dużej misy z naszą kolacją. Jak smakuje mięso z wielbłąda? Jest trochę łykowate i smakuje podobnie jak mięso gulaszowe ze starej wołowiny. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

DSC02338
Gospodarz przygotowuje kolację. Ugościł nas czym chata bogata.

 

DSC02341
Makaron z wielbłądem.

5. Poznać sołtysa i obejrzeć TV

W niektórych oazach pośrodku pustyni nie ma energii elektrycznej, nie ma wodociągów ani całej infrastruktury mediów, które są w każdym mieście. W całej wiosce jest jeden telewizor, zasilany agregatem prądotwórczym i odbierający mauretańskie stacje telewizyjne. Abdou, mój przewodnik, był dobrym znajomym sołtysa i zostaliśmy wspólnie zaproszeni na oglądanie telewizji do jego namiotu. Ni w ząb nic nie zrozumiałem o czym mówili w wieczornym wydaniu lokalnych wiadomości, poza tym, że poziom realizacji programu przypinał mi wczesne lata ’90 w Polsce i wzbudzał trochę nostalgii jednocześnie z odrobiną politowania.

Mniejsza o to. Zostałem zaproszony, jako przyjezdny, przez sołtysa (czy jak tam go zwą w lokalnym dialekcie) do jego domu? Zostałem. Szacunek w tej części Sahary jest.

DSC02347
Od lewej – Abdou, przewodnik, telewizor i sołtys.

Bonus. Poradnik inwestora.

Zastanawiałeś się kiedyś nad zakupem działki na Mazurach albo w Karkonoszach? A może na wybrzeżu Costa del Sol? Szukasz miejsca, aby w końcu, po latach harówy w korpo odpocząć, mieć spokój od dzwoniących telefonów komórkowych i ciągłych maili z asapami i zając się wypasem kóz i ręcznym wyrabianiem sera?

Czy pomyślałeś o działce na pustyni? No właśnie. Pomyśl jeszcze raz. Cisza i spokój gwarantowane. Dostęp do wody pitnej jest. Prąd i tak nie będzie Ci potrzebny. Możesz spokojnie zapomnieć o szaroburych polskich zimach i cieszyć się słońcem i ciepłem każdego dnia. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że koszt działki jest śmiesznie niski – równowartość kilkuset euro (z łapówkami) za niewielką działkę. Koszt wybudowania domku też jest znikomy – nie ma najmniejszej potrzeby martwienia się o docieplenie budynku czy właściwe pokrycie dachowe. Koszty życia w oazie też są bardzo niskie. Jedyne niedogodności są takie, że mauretańska część Sahary jest daleko od Polski, i trzeba przestawić się na typową, pustynną dietę (herbata, orzechy, wielbłądzina, białe pieczywo, daktyle).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *