powyżej: na drogę przez interior – wczesny wrzesień.


Interior |

Interior, zwany tez  hálendið,  zajmuje około 50% powierzchni wyspy. Przy zjeździe z głównej drogi podróżnych wita znak zapowiadający liczne atrakcje: burze piaskowe, rzeki i zakaz wjazdu dla samochodów bez napędu 4×4. A poza tym – czarna, wulkaniczna pustynia rozciągająca się aż po horyzont.

Po wjechaniu wgłąb wyspy, przez pierwsze kilometry widać jeszcze ślady życia. Wzgórza pokryte są niskimi zaroślami. Okolica wydaje się idealnie płaska – w oddali bielą się szczyty, gdzieś tam widać mniejsze kratery, czasem przejeżdżamy przez magmowe wzgórza. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów dojeżdżamy do rzek, błękitnych żył wulkanicznej pustyni. Im dalej w głąb lądu, tym powietrze zimniejsze. Termometr na kokpicie pokazuje 1, czasem 0 stopni. Mocne jeszcze, wrześniowe słońce niweluje efekt chłodu. Sto kilometrów dalej, bliżej wybrzeża oceany, nieważne, czy na południe, czy północ, temperatura jest zawsze o kilka stopni wyższa.

Jadąc od strony Myvatn w stronę w wulkanu Askja, ważnym punktem orientacyjnym jest Herðubreið. To samotny, wygasły wulkan, który góruje nad wulkaniczną równiną interioru.

DSC04729
Wulkan Herðubreið

W interiorze nie ma mostów. Na Islandii nikt nie ma zamiaru ich budować, ani tym bardziej kłaść tutaj asfaltu. Islandczycy nie chcą, aby do jeszcze dzikich miejsc zaczęła zjeżdżać rzesza nudnych turystów w autobusach (co, niestety, zaczyna się już zdarzać coraz częściej).

Wspominałem już już, że nie ma mostów w interiorze, tak? Przejechanie przez rzekę wymaga odrobiny zachodu, szarża jeepem przez koryto może skończyć się tylko większym problemem. Przed przejazdem warto przejść i sprawdzić, czy bród się nie przesunął. No to hop, laczki na nogi i idziemy przez rzekę. Na początku zimno, potem cholernie zimno, potem kurewsko zimno, potem nóg nie czuć. Drugi brzeg czeka zawsze gdzies po drugiej stronie tej lodowej katorgi. Każda z islandzkich rzek wypływa wprost z lodowca. Każda z nich jest przeraźliwie zimna o każdej porze roku.

Im dalej wgłąb wyspy, tym krajobraz staje się coraz bardziej księżycowy. Po drodze nie spotkałem nikogo przez cały dzień drogi.Piach, lawa, a w oddali majaczą góry. Jeśli ktoś z was nie wierzy w lądowanie człowieka na księżycu, to chyba właśnie tutaj kręcono lądowanie misji Apollo ( a tak naprawdę to część misji treningowych w ramach programu własnie przeprowadzano na islandzkich wulkanicznych pustyniach).

Słowa nie są w stanie tego opisać. Zdjęcia zaś pomogą nieco przybliżyć ogólne wrażenie.

Interior
Nie na każdej pustyni jest ciepło. W interiorze temperatura systematycznie spadała z kilkunastu stopni do okolic zera.
DSC04629
Przeprawa przez rzekę.
DSC04979
Tutaj nie ma patroli drogówki!
DSC04828
Wrzesień to jeszcze astronomiczne lato. Nie wszędzie.
DSC04653
Zautomatyzowana stacja meteorologiczna. Takie krajobrazy naprawdę przywodzą na myśl powierzchnię księżyca.

I garść panoram:
DSC04715

DSC04710

DSC04692


To kolejny wpis z serii odgrzewanych kotletów o Islandii. Więcej o życiu na Islandii możecie przeczytać tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *