Pocztówka z Afryki 6: Stary Mercedes i droga do Mauretanii |

Dzięki zbiegowi okoliczności udało się nam za jednym zamachem załatwić tani nocleg oraz szybki i niezbyt drogi transport do Mauretanii, który umożliwił nam przekroczenie granicy jeszcze tego samego dnia.

Wszystkie miejsca w hostelu były już zajęte, ale właściciel zaoferował nam, że możemy przespać się na ostatnim piętrze w pokoju, w którym nocował też jego kuzyn. 40 MAD za nocleg pod dachem – nie miałem więcej pytań. Idealnie się też złożyło, bo spod hostelu rano wyjeżdżał samochód do Nouadhibou, a brakowało dwóch pasażerów do kompletu. Nastawiłem budzik na 5 rano, aby wyruszyć razem z innymi zanim wzejdzie słońce.

Było to kolejne kilkaset kilometrów do przejechania na południe, powoli zacząłem się przyzwyczajać do bycia cały czas w podróży, a ciągnąca się przez setki kilometrów wzdłuż drogi pustynia wydawała mi się naturalnym i codziennym krajobrazem, niemal jak pola i lasy w Polsce.

Taką trasę nasz Mercedes W124 zasilany silnikiem Diesla pokonywał kilka razy w ciągu tygodnia. Połowa z tych, którzy posiadają samochody w Afryce Północno-Zachodniej, a zwłaszcza taksówkarzy, jeździ tymi samochodami. Są nie do zdarcia. Dwadzieścia lat temu tym mercedesem jeździł Niemiec. Potem pewnie jakiś Marokańczyk. A na koniec trafił w ręce mauretańskiego kierowcy, któremu posłuży pewnie drugie tyle.

W jednym Mercedesie mieliśmy mikroskopijną Organizację Narodów Zjednoczonych – mauretański kierowca, marokański biznesmen jadący robić interesy, Senegalczyk wracający do domu i dwóch podróżników – z Polski i Czech. Marokańczyk jechał do Nouadhibou tylko na jeden dzień, aby dobić ważnego interesu i rozkręcić działalność swojej firmy na nowym rynku. Senegalczyk wracał ze studiów we Francji do domu, do Dakaru. Kierowca, szczęśliwie, miał dom w Nouadhibou swój dom, więc po dojechaniu po południu do miasta kończył już swoją podróż i pracę.

Nasza podróż dopiero się zaczynała, bo wjeżdżaliśmy do Mauretanii – do kraju, gdzie na mapie są trzy drogi na krzyż, przewodników w formie książkowej praktycznie brak, nawet na witrynie wikitravel niewiele można znaleźć informacji o  kraju.

DSC01673
Niemiec płakał, jak sprzedawał?

 

DSC01646
Lokalny folklor – ozdabianie kokpitu samochodem wielbłądzim (albo innym) futrem. Prawie każdy tak robi.

 

  DSC01667

DSC01739
Pożegnaliśmy się przy wjeździe do Noauadhibou.

 

W następnym wpisie: No man’s land.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *